poniedziałek, 5 stycznia 2015

2015

Na wstępie życzę wam wszystkiego co najlepsze w nowym roku :) Nie pierwszy raz i może nie ostatni, ale żegnam się z wami. Sama nie lubię, gdy ktoś znika bez śladu, tak bez pożegnania.
Obsesja liczenia kalorii i w ogóle jak na razie ucichła. Pewnie do momentu, kiedy nie utyję i dupa znowu zacznie mi się palić, gdy przestanę mieścić się w swoje ubrania, ale żyje się tylko raz i nie chcę sobie wszystkiego odmawiać.
Jednak co by nie mówić, ogólnie schudłam jakieś 35 kg. Bloga nie prowadziłam długo, ale jest on częścią mojej drogi, dlatego ciągle wracam do niego z pewnym sentymentem. Cieszę się również, że w tym niedługim czasie mogłam być częścią tego świata. Nie znam was, nie widziałam was nigdy, nie rozmawiałam prywatnie, ale i tak was kocham. Uuu, ckliwie się robi.
Ludzie zaczynają mi mówić, że zauważyli , iż powoli staję się nie do zniesienia. Delikatnie dają znać, że robi się ze mnie "zimna suka". Nieprawda, ja po prostu stałam się silniejsza na zewnątrz, bo wewnątrz już nie bardzo,

Motylki, samych sukcesów !
Pa :*

środa, 22 października 2014

Spontaniczna głodówka, dzień 1.

Piszę, bo jeszcze żyję ( spoko, nie mam zamiaru tego zmieniać). Przedwczoraj i wczoraj żarcie. Urodziny mamy. Tak jakoś więc dziś spontanicznie wyszło, że głodówka, spróbuję ją pociągnąć przez trochę. Nie jest to głodówka za karę, ta głodówka jest dlatego, że jakoś tak wyszło. Tak tak, wiem, że kilka dni przegłodzenia, potem dwa dni jedzenia (ekhem, żarcia), a potem głodówka to kiepski pomysł, ale co ja poradzę, taka już pokręcona jestem, działam wbrew zdrowemu rozsądkowi. Wiem, że taki jednodniowy wyskok to byłby szok dla metabolizmu ( i tak jest), ale jak pociągnę to kilka dni to zrozumie co ma robić. Nie mam siły, dzisiaj był taki dziwny dzień, dużo rzeczy robiłam po raz pierwszy w życiu ( bez skojarzeń proszę), może wam jutro opowiem :)

Trzymajcie kciuki, jako organizatorka konkursu szkolnego mam jutro misję. Sprawić, żeby ten cholerny konkurs mimo wielu komplikacji się odbył !
Tu i ówdzie zaspałam, ale w końcu to także mój pierwszy raz. Pierwszy raz jestem organizatorką.

Trzeba ten jutrzejszy dzień jakoś przeżyć. Dobranoc

poniedziałek, 20 października 2014

#102

Rozdrażnienie, okropne rozdrażnienie mną zawładnęło. Miałam dzisiaj przerobić kolejne dwa tematy z biologii, zrobiłam jeden i to po łebkach. Jutro ostatni dzień na naukę, trzeba będzie spiąć dupę.

Okres jest chujowy no nie ?

Wczoraj się cieszyłam, że mimo okresu nie mam ciągu do słodyczy, a jednak. Dzisiaj uśpiona od pewnego czasu bestia zerwała się z łańcucha. Ale czuję, że nie wpadnę w ciąg.

Napiszę wam bilans, który jest okropny, koszmarny wręcz, pomyślicie o nim, że nie do wiary, jak ona mogła, ale już tak bardzo mi nie zależy na cudzej opinii. Wiadomo, zależy mi na waszym wsparciu, ale nie jest już tak jak było na początku bloga, że z niecierpliwością wyczekiwałam werdyktu: spodoba im się, a może coś za dużo zjadłam? na pewno jest okej? co będzie jak mnie nie pochwalą? Teraz kiedy dieta stała się mną, a nie tylko czymś przy mnie, czymś w co próbuję wejść ja, nie potrzebuję niczyjej oceny ani aprobaty. Coś się zmieniło, ale nie potrafię tego ubrać w słowa. Ale chyba rozumiecie o co mi chodzi. Jak to jest na początku w ogóle odchudzania, a jak to jest po kilkunastu miesiącach, kiedy to cię wręcz wciąga w siebie.

Wrażliwi niech zakrywają oczy, a pozostali niech się trzymają.

- musli z mlekiem
-dwa wafle ryżowe
-serek wiejski
-3 małe paluchy z serem (słodkim)
-5 małych placków z serka waniliowego + trochę syropu klonowego
-3 kosteczki crispello milki
-resztka serka, której nie użyłam do placków
- kanapka z białym serem

Tada! Niech żyje grube ciało. Jutro muszę się podnieść.
Chciałabym może po raz 3. wziąć się za sgd, ale nie chcę znowu liczyć kalorii, chcę jeść mało, ale nie licząc i jedząc to co jako tako lubię.Nie wiem sama.
Boże, zawsze jak jem to czuję niepokój- strach, przed utyciem. Natomiast kiedy jestem taka przygłodniała to czuję spokój i wtedy wiem, że wszystko będzie okej. Chcę tego stanu, tego "będzie okej". Okresie mój najdroższy, nie to, że cię wyganiam czy coś, ale wiesz co... weź wypierdalaj :)

Padam na twarz mimo, że nie mam po czym...

niedziela, 19 października 2014

#101

Cały dzień byłam przekonana, że jest sobota, pozdro.
Idę zaraz przerabiać kolejne 2 tematy z biologii.

Pierwszy dzień okresu... Dostałam go będąc w centrum handlowym. Supcio. Chociaż to tłumaczy potrzebę zjedzenia czegoś normalnego dzisiaj. Zafundowałam sobie szybki obiad. Spokojnie, zdrowy :) Dorsz ze szpinakiem, surówka i ryż (basmati przemieszany z brązowym) + koktajl owocowy.
Kupiłam sobie za radą przyjaciółki torebkę, taką małą przez ramię.
W sklepach mnóstwo szalików, czapek i rękawiczek :3 Potrzebna mi tylko kurtka na zimę, żeby coś do niej dobrać.
Ale dziś pojadłam, ale znowu dużo chodziłam, po centrum i po Szczecinie trochę, bo od Kaskady do przystanku jest troszkę do przejścia.

-musli z mlekiem 0,5 % dzisiaj trochę mniej niż wczoraj
-obiad opisany wyżej
-3 x kromka kukurydzianego chleba z polędwicą drobiową z warzywami + zapomniałam : 150 g jogurtu greckiego z owocami

Dużo, eh, ale nie było napadu ani słodyczy, także jest w porządku :)

Właśnie zdałam sobie sprawę ile dziewczyn odeszło stąd.Dziewczyny, które zaglądały do mnie, do których zaglądałam ja. Nagle ogarnęła mnie jakaś taka nostalgia. Odeszły tak bez słowa, co się z nimi stało, nic tego nie zapowiadało. Dlaczego wy się nie pożegnałyście ?
Przemyślenia tuż przed 23.

sobota, 18 października 2014

#100

Setny post.

Po raz setny do was piszę, do was, do siebie, nieważne.
2626 - mój wynik, tyle ulotek rozniosłam. Dzisiaj rozniosłam ostatnie, które dobiły do założonych 2000, które mam w umowie.

Mam takie pyszne musli, czuję jakbym tylko dla nich żyła. Żyję tylko po to, by przeżyć ten moment, pójść rano do kuchni, nasypać sobie musli do miski i zalać 0,5% mlekiem. Jednak dzisiaj przegięłam, Sypnęłam ich za dużo, a podczas jedzenia nie mogłam się powstrzymać i mimo, że powiedziałam sobie, że odłożę miskę w połowie nie zrobiłam tego. Nawet nie wiecie jak coś takiego może zepsuć dzień, a nie, wy niestety wiecie, to inni nie wiedzą jak garść płatków za dużo może zaważyć na dobrym samopoczuciu.
Ok, potem poszłam z mamą na zakupy, ale takie do domu. Wróciłam do domku, posiedziałam i praca. Znowu połaziłam po osiedlach te 2 godzinki. Bardzo mi się nie chciało, ale cóż, pieniądze nie śmierdzą + każda aktywność jest zbawienna.
Wróciłam i nie wiem co we mnie wstąpiło, chęć jedzenia nie do opanowania. Brzydko mówiąc opierdoliłam całą paczkę wafli ryżowych... przynajmniej nie zjadłam tych smażonych krokietów, które zrobiła mama i co najważniejsze - nie pognałam do sklepu po słodycze.
Także ten:

- musli + mleko 0,5 %  (zajęło mi to cudo 3/4 miski)
- paczka wafli ryżowych, dwa cienkie plasterki polędwicy drobiowej z warzywami

Padam... Plecy mnie bolą od taszczenia tego plecaka z ulotkami.

Co u was ? Podawajcie w komentarzach linki do siebie .

Blogger się zawiesił i pomyliło mi numerację postów. To jest 99. ale zostańmy przy nagłówku 100

piątek, 17 października 2014

Kolejny dzień

Znowu udało mi się odmówić słodyczy. Nie ciągnie mnie do nich, dobrze.
Wiecie co mnie denerwuje ? Mój brak pasji, brak czegoś co wypełniłoby mi mój czas. Ludzie ciągle coś robią, a ja ? Czuję się żałośnie siedząc i obserwując jak inni czerpią z życia garściami. W halloween mam okazję pójść na imprezę, mam nadzieję, że znajomi się nie rozmyślą ( co im się niestety zdarza) i pójdziemy. Brawo, to będzie "aż" drugi raz w tym roku :)
Na razie wypełniam swój czas nosząc ulotki i udając, że się uczę. W ostatnim tygodniu totalnie olałam szkołę i już dostałam swoją "nagrodę", 0/5 z polskiego. Jutro idę z ulotkami, a potem biorę się za biologię, poprzednim razem zaczęłam uczyć się 2 dni przed sprawdzianem, może i dałam radę, ale było okropnie ciężko, teraz daję sobie 4 dni, powinno pójść lepiej.
Biologii nie lubię, co ja tam w ogóle robię, na rozszerzeniu ... Za to wos lubię bardzo bardzo, dobrze mi z niego idzie. TT też jest okej ( tłumaczenie tekstów).

Eh, lubię się tak przed wami otwierać i opowiadać.
Wczoraj skończyłam zlecenie na 2000 ulotek. Dużo chodzenia po osiedlach, dzisiaj na wadze 60,7 kg. Dam radę, 5 z przodu... tak blisko. Nie wiem czemu, ale bardzo mi na tym zależy.

Chcę iść na jakieś zajęcia w klubie fitness, niby w domu też można ćwiczyć, ale do ćwiczeń w domu w ogóle nie mam motywacji. Ja muszę wychodzić gdzieś z domu, muszę coś robić, bo oszaleję.

Jestem członkiem zarządu w samorządzie. Jestem jedną z siódemki najważniejszych uczniów w szkole, nie żywię wobec tego żadnych uczuć, poza tym, że lubię być potrzebna i kiedy coś przygotowujemy jestem spełniona, to żadnych więcej uczuć. Jestem również członkiem 7-8 osobowego wolontariatu w szkole. Ta sama sytuacja, kiedy jesteśmy razem i coś robimy czuję się dobrze, nareszcie potrzebna, ale kiedy kończymy i nadchodzi czas spokoju jest mi znowu tak obojętnie. Co mam jeszcze na siebie wziąć, żeby czuć się potrzebną?

Śmieszne, dobrze sypiam, śpię tyle ile trzeba, ale nie pamiętam kiedy byłam wyspana. Podkrążone oczy, popękane, poobrywane usta, blada- w sumie zaczerwieniona od syfów twarz. Kobieto, jak ty wyglądasz.

czwartek, 16 października 2014

...

Hej, tak, to ja. Napisałabym jakąś wzniosłą notkę na temat powodu mojego powrotu, ale tak nie zrobię. Napisałabym, że po napadach bla bla bla wracam ze zdwojoną motywacją, bo to nie tak. Nie ma żadnej motywacji, niczego co by mnie pchało do przodu, bo prostu dobrze mi z głodem u boku. Znowu się w to zapadam. Już od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem napisania, ale bałam się, wstydziłam tego, że już się żegnałyśmy, że było miło i fajnie, a ja znowu wracam.
Czy przez czas gdy mnie nie było ( nie kłam, i tak tu wchodziłaś) męczyły mnie napady ? Kilka, ale zazwyczaj nie były to napady, a głupie bezmyślne chrupanie. Jadłam normalnie, w moim mniemaniu za dużo, ale jednak wymiary poleciały, po ubraniach widzę i w sumie po centymetrze też, centymetr w biodrach zleciał, zawsze coś. Waga też leci w dół, ruszyła, jak kolejka górska, kiedy się zatrzyma? Nie wiem.Znowu uczucie niedosytu jest dla mnie czymś normalnym i pożądanym.
Nie pytam, czy mnie przyjmiecie, po prostu tu wchodzę.
"Puk puk" - "Kto tam?"- "To znowu ja"- *skrzypnięcie bramy*

Zawsze głodna bestia, która siedzi we mnie została ujarzmiona.

piątek, 5 września 2014

Cześć i czołem :)

Nie sądziłam, że w końcu będę gotowa, ale chyba jestem. Jestem gotowa do opuszczenia bloga. Nadal nie jest u mnie tak jak być do końca powinno, ale myślę, że zaczynam wracać do normalności.
Mogę już obyć się bez bloga, co jest dla mnie nowością, bo zaglądałam tu kilka razy dziennie i pisałam każdego dnia. Już nie muszę tego robić. Nadal mnie ciągnie, żeby tu zaglądać, raz na jakiś czas zaglądam, ale ( nie obraźcie się) powstrzymuje się, żeby nie zaglądać do waszych notek. Nie chcę znowu w tym być.
Wiecie, nic nigdy nie jest pewne, być może pewnego dnia tu wrócę. Na razie nie zajmuję się żadną dietą, ale nadal boję się utyć i cóż, nadal marzę o chudnięciu... czy to kiedyś minie? Jeśli znowu zdecyduję się schudnąć, to spróbuję inaczej. Wiem, że to będzie naprawdę ciężkie, bo straciłam moją równowagę i zdrowy rozsądek w sprawach odchudzania, bo nie widzę innej drogi do schudnięcia jak głodzenie się. Nie potrafię już jeść normalnie. Tyle ile trzeba. Jem za dużo lub za mało, ale wiecie co ? Postaram się znaleźć jakieś wypośrodkowanie tego. Wiem, że w głowie już chyba na zawsze zostaną tematy odchudzania itp. itd. (jest nawet tak, że jak patrzę na innych ludzi to zastanawiam się, czy się odchudzają, czy nie żałują, że jedzą, o czym myślą przez cały dzień, ile czasu myślą o odchudzaniu.... bo ja codziennie?) .

OK, TERAZ BĘDZIE TYLKO LEPIEJ.

Ja już zaprzestaję tych moich wywodów. Nawet nie chciałam i nie potrafiłam się jakoś zebrać do napisania tej notki, ale słowa znowu jakoś popłynęły. Lubię dużo gadać, ale nie zawsze potrafię ubrać to, o czym myślę w słowa :)

Zobaczcie, trochę czasu razem minęło, co ? :)
Ponieważ wszystkie was bardzo kocham, nawet te, których nigdy nie czytałam, nie miałam okazji poznać, życzę wam wszystkiego dobrego. Tak, bardzo głębokie słowa, życzenia jak na urodziny . . . Ale nie przywykłam do dzielenia się głębszymi przemyśleniami i uczuciami, których jest we mnie mnóstwo. Mam nadzieję, że osiągniecie szczęście, bo ono chyba naprawdę nie zależy od tego, czy jest się chudą czy nie . Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie i po ciuchu mam nadzieję, że u was też będzie tak dobrze. Chodzi mi o to, że mam nadzieję, że zrozumiecie, że chudość wcale nie równa się szczęście i mam nadzieję, że ja również utrzymam swoją decyzję :)
Ekhm, cóż za przemówienie.

No to co, teraz najtrudniejsze. Chyba już ostatni raz piszę:

trzymajcie się :*

Papa.

sobota, 23 sierpnia 2014

:)

Chcę tylko napisać, żebyście się nie zastanawiały co ze mną, że robię sobie przerwę od bloga, od tego wszystkiego. Co najmniej do września nie będę pisać.
                                                                        Życzę wam jak najlepiej, trzymajcie się :*

niedziela, 17 sierpnia 2014

Śmiechu warte

Moje obietnice i słowa są gówno warte.
Rób tak dalej jeśli znowu chcesz zobaczyć 64 kg na wadze :)
Nie no, za daleko jestem, żeby się poddać.
Naprawdę czekam na rok szkolny, żeby mieć zajęty czas i nie zajadać nudy.

Rzygać mi się chce. Mówię całkiem serio, dużo zjadłam. Piłam kakao, zjadłam batonika. Znowu... Kurwa, nakrzyczcie na mnie. Co ja robię? Ok, zasady są proste. Słodycze maks. 2 x tyg i nie to, że opycham się nimi tak jak ostatnio... Muszę coś zmienić. Czemu to jest takie trudne.

Bilansu się wstydzę, więc go nie zobaczycie. Jestem jedną wielką porażką.
Czemu temat jedzenia aż tak bardzo siedzi mi w głowie. Czemu jak decyduję się zjeść więcej, to łapie mnie napad? Kiedyś tak nie było, noo. To niesprawiedliwe.

Moje dzisiejsze samopoczucie pozostawia wiele do życzenia. Kręci mi się w głowie,czuję się jakby ktoś mi ściskał głowę, dusił, zabierał tlen, coś mnie mdli. Jest mi niedobrze dzisiaj ( mama oczywiście już zaczyna gadać, że pewnie źle się czuję, bo znowu ograniczam jedzenie, bla bla bla) :x Jutro poniedziałek, początek tygodnia, więc cóż, czas się ogarniać i spinać cztery litery. Kto ze mną ? Wiem, że jest trudno, naprawdę, ale wierzę, że damy radę. Wierzę w nas.

Trzymajcie się :*

Wam też jest tak zimno ?

Zapomniałabym, Yuu Mio - kochana, oczywiście, że bardzo bolało, gdy obrywały mi się paznokcie :x Pilnujcie dziewczyny swoich paznokci, żebyście nie były przerażone ich stanem, tak jak ja teraz jestem przerażona stanem swoich ...

sobota, 16 sierpnia 2014

Szpital

Uwaga: Post zawiera mnóstwo narzekania i trochę nieładnych słów.

Podsumowując, to była chora sytuacja, położyłam się na 3 dni, żeby mogli mi 3 razy pobrać krew i wziąć mocz do badań, co to za system ? Ja rozumiem, że hajs musi się zgadzać i musieli poudawać, że coś robią, ale i tak odwalili fuszerę. Tak jak rok temu miało być badanie cukru, które tak jak rok temu się nie odbyło, a potem dietetyczka ( która jest gruba xd) będzie mi zrzędzić, że jak to się stało, że tego badania nie było, skąd mam kurwa wiedzieć czemu mi go nie zrobili ? I nie, twoje pytanie za każdym razem o to, czy na pewno mi go nie robili nic nie zmieni. Możesz pytać nawet 1000 razy, czy jestem pewna, że nie zrobili i wiesz co? Nie będzie magicznej różdżki, która przy 1001. razie zmieni sytuacje. W ogóle babka wyznaczyła mi termin na święto i przez to leżałam bezczynnie sama na sali pobytu dziennego, bo wszędzie indziej nie było miejsca. Żadnych konkretniejszych badań nie było, bezsens.

Samo przyjęcie na oddział nie było szybkie ani łatwe. Zaczynając od tego, że chyba 5 różnych lekarzy robiło mi na każdym innym piętrze badania wstępne ( uciskanie brzucha, sprawdzanie ciśnienia, osłuchiwanie serca). Potem pielęgniarka, która totalnie mnie olewała, przez co siedziałam 2,5 godziny na korytarzu czekając na salę... Przy wypisie dzisiaj to samo. "Tak, oczywiście, o 9 dziewczyna będzie gotowa do wypisu", gówno prawda. Mama przyszła dokładnie 16 po 9 i wypisu nie było. W dodatku nikt na oddziale nie miał zapisanej mojej wizyty w przyszły poniedziałek u tej dietetyczki. Taaak, muszę iść jeszcze raz do niej, o 8 rano... zachciało jej się sprawdzać procentową zawartość masy ciała. Ciągle się pyta, czy na pewno się nie głodziłam i takie tam. Ciągłe gadanie o tym, że na pewno jestem rozsądna i postępuję jak trzeba. Co z tego, że jestem rozsądna? Ciężko jest kontrolować coś co siedzi w tobie i źle Ci podpowiada.

"Czy ty od zawsze byłaś taka blada?" "Tak proszę pana, odkąd pamiętam :)"
"25 kilo od sierpnia 2013 do sierpnia 2014?, niemożliwe, jak ty to zrobiłaś, nie wierzę" "No wie pani, ćwiczeniami i dietą ( co ty kurwa nie wiesz jak się chudnie?)" Nienawidzę jak się mnie pytają jak ja to zrobiłam, srak :) Nie wierzycie, że dałam radę? Wasz problem, to że wy byście nie dali rady, to nie znaczy, że inni też.

W pierwszy dzień w szpitalu 1550 kcal, dużo, była przyjaciółka, która nie jest wytłumaczeniem, bla bla bla, już wystarczająco się uzewnętrzniłam w pamiętniku, wystarczy. W drugi dzień 463 kcal. Dzisiaj miało być równie pięknie co wczoraj, ale zjebałam po całości, słodycze, dużo słodyczy. Złamałam się, obiecuję sobie, że w roku szkolnym nie będzie takich odstępstw, że przecież raz mogę i nic mi się nie stanie. Niestety, boję się, że to tylko puste słowa.
Jutro postaram się zjeść mniej i to odpracować. Wiecie, mam takie dni, że totalnie się blokuję, widzę jedzenie i wiem, że nie mogę i nie jem, są też takie kiedy blokada opada, myślę sobie, że przecież ostatnimi czasy miałam większe bilanse, jadłam słodycze, a i tak schudłam, więc może wybiorę tę drogę i będzie ok? Nie, nie będzie, bo jedzenie nie daje mi szczęścia, ja dążę do głodu, a nie opchania tak jak dzisiaj.
Zapamiętaj: Jedz większe śniadania, a nie samo jabłko, bo wtedy gówno z tego wychodzi.

Ach no tak, lekarka powiedziała, że jak dla niej to muszę ważyć min. 58 kg, bo patrząc na moje ciało, niższa waga może być dla mnie niewystarczająca, gówno prawda. A może jednak nie? Ważę 62 kg, dietetyczka była zła, że schudłam kolejne 2 kg, kij ci w oko Pani K. Co prawda widzę, że moje włosy czują się coraz gorzej, to samo paznokcie... Paznokcie połamane, porozdwajane. Musiałam je dzisiaj obciąć na krótko, ponieważ dwa mi pękły i w rezultacie poodrywały się tuż przy mięsie, a pozostałe wyglądały jakbym ciężko pracowała gdzieś w polu. Jednak to nieważne, chcę być chuda. Ostatnio widziałam w lustrze, że schudłam i okazało się, że rzeczywiście, waga to potwierdziła pokazując mi 62, 00 kg. Nie wiem jakim cudem, bo brzuszek mam niestety taki jaki mam, kości biodrowe są bardzo widoczne, obojczyki również coraz mocniej zarysowane, teraz zaczynam to dostrzegać, bo jeszcze niedawno widząc dziewczynę wyraźnie grubszą ode mnie, powiedziałabym co najwyżej, że wyglądam podobnie, ale na pewno nie lepiej. Cóż, nie myślcie, że jest tak super ekstra zajebiście, bo nogi nadal grube, a ręce to w ogóle masakra. Nie mam fajnych, długich chudych palców, zamiast tego natura obdarzyła mnie pulchniutkimi paróweczkami, dziękuję bardzo :) Niestety buźkę też mam nie najlepszą. Uch, rozpisałam się. Zostały mi 4 kilogramy do wagi wyznaczonej przez panią dietetyk, która i tak stwierdziła, że według niej muszę nabrać sił i nie powinnam znowu chudnąć przez co najmniej 4-5 miesięcy. Oszalała.

Dziękuję Ci   Jillian_63x za polecenie filmu. "Piękny umysł", to naprawdę piękny film. Niestety reszty filmów nie obejrzałam, bo myślałam, że w szpitalu zostanę na jedną noc i wystarczą mi dwa filmy.Miałam "Piękny umysł" i "PS. kocham Cię", który również bardzo mi się podobał i naprawdę mnie wzruszył, dobrze, że byłam sama na sali, bo płakałam jak głupia.

Dziewczyny, może to mi pomoże, obiecuję wam, że jutro odpracuję dzisiejsze grzechy, nie popełnię następnych i nie nabiję sobie mega wielkiego bilansu, ponieważ nie chcę zawieść was i przede wszystkim siebie. Nie chcę stracić z oczu moich kości i nawet jako tako znośnego brzucha.

Postanowienie #1: Do września staram się ograniczać słodycze, żeby we wrześniu było mi łatwiej ich nie jeść.

Idę czytać wasze blogi, chociaż zaległości nie mam, bo na telefonie was czytałam :)
Trzymajcie się :*

Właśnie zdałam sobie sprawę, że praktycznie jedyne co zajmuje mi myśli to kwestie jedzenia, diety, chudnięcia, strachu przed tyciem, jedzenia, diety, chudnięcia, strachu przed tyciem. Liczenie kalorii, bilanse. I tak w kółko!

środa, 13 sierpnia 2014

Nie chcę zapeszać, aleee :D


Zważyłam się wczoraj wieczorem i dla sprawdzenia jeszcze dzisiaj rano. 62,2 kg. Możliwe ? Chciałabym, ale boję się, że po prostu zleciała ze mnie woda, czy coś. Sprawdzę jeszcze jutro rano.

Dzisiaj nie ma żadnych wymówek, żadnego kina, ma być dobrze i już. Mam okropne zakwasy, schylić się nawet nie mogę :x Żeby nie stracić dnia zamierzam wybrać się chociaż na jakiś dłuższy spacer.

Na razie mam w sobie:
- duże jabłko 50 kcal
-kawa 30 kcal
-2 łyżki jogurtu naturalnego i płatki zbożowe 70 kcal + 2 łyżeczki mało tłustego twarogu 20 kcal

Szczerze mówiąc bardzo bym się ucieszyła gdybym już nic więcej nie zjadła, ew. 2. kawa czy jakaś herbata, ale pewnie jeszcze raz zrobię sobie jogurt, zobaczymy :)

Jutro na 9:00 jadę do szpitala. Ponieważ ani dietetyczka, ani pielęgniarka, która zajmuje się moim przyjęciem nie była w stanie określić na ile dni tam idę, to wiem tylko, że mam się przygotować na leżenie. W odpowiedzi na pytanie "ile będzie trzeba zostać w szpitalu?" usłyszałam " nie wiem, może dzień, może dwa lub trzy", ach, cóż za precyzja :) Nie wiem jak będzie z internetem, więc ciężko będzie z pisaniem. Biorę zeszyt, co z tego, że szpital, będę uważać na jedzenie, bo muszę schudnąć, nie ma innej opcji.

Wieczorem dopiszę jak to z resztą dnia było, trzymajcie się :*

Jeśli znacie jakieś filmy godne polecenia, to śmiało, bo fajnie by było jakiś film mieć do obejrzenia :)

Do dziewczyn, które zaczynają lub których nie mam u siebie na liście, jeśli chcecie to zostawiajcie swoje linki, zajrzę na pewno.

Lalalalala edit.

Denerwuje mnie to, że nie wiem ile w tym szpitalu będę. "Może dzień, może dwa" * kpiący ton*. Spakowałam najważniejsze rzeczy, ale ja jak to ja, biorąc piżamę z krótkimi spodenkami zastanawiam się, czy nie będzie mi za zimno bla bla bla.

Dużo spraw do załatwienia, dużo łażenia. Sumując 2,5-3 godziny samego łażenia od urzędu do urzędu i potem jeszcze do sklepu i w ogóle i w szczególe. Wczorajsze zakwasy... myślałam, że je trochę rozćwiczę, a tak naprawdę sytuacja się pogorszyła. Boli jeszcze mocniej.

Do bilansu dorzucam małe jabłko i dużo wody. Doszłam do wniosku, że skoro wieczorem i tak będę głodna, to jakie znaczenie, czy mam duży bilans czy nie. Wolę mieć mały i być zadowolona.

MP3 się ładuje, telefon też, filmy się ściągają. Muszę dopakować szczotkę do zębów i ładowarki. Książki też się przydadzą. Człowiek idzie do szpitala na chwilę, a pakuje się jak na syberię. Ale jak ma się tyle wolnego czasu do dyspozycji, to nie wiadomo czego się zachce, trzeba być gotowym na wszystko :P

Dobra kochane, sumuję bilans i mykam
Razem jakieś 210 kcal. Wow, fajnie :)

Udało się zagłuszyć głód i chęć na słodycze jabłkiem i wodą, oby tak dalej :)

To co, trzymajcie kciuki, żeby mnie szybko wypuścili. Życzę wam udanego wieczora i dobrego weekendu. Trzymajcie się :*

wtorek, 12 sierpnia 2014

Muszę schudnąć

Muszę. Jadę dzisiaj z przyjaciółką do kina, ale nie zjem nic, co mogłoby zniszczyć moje starania. Myślałam o tym, żeby wziąć coś ze sobą do zjedzenia tam, ale chyba nie wezmę i po prostu powiem, że mnie brzuch od rana boli i nic nie chcę.

Wyszłam z mamą do urzędu skarbowego, który mamy tuż za lasem. Wyjście zajęło nam 20, może 30 minut i akurat w tym czasie rozszalała się burza. Przemokłam cała, z ubrań kapało. Szybkie suszenie, bo przecież dopiero co byłam przeziębiona i to po takiej samej sytuacji. Teraz siedzę w sweterku i czekam aż ubrania mi doschną, bo wcześniej suszyłam je żelazkiem. ... Mam super włosy, po deszczu zawsze mam na głowie siano, ale już nie chce mi się ich myć.

Na razie mam w sobie :
 -duże jabłko 50 kcal
-2 niepełne chochelki zupy pomidorowej z odrobiną makaronu 150 - 200 kcal ?
-kawa zbożowa z mlekiem ( lekko ponad 50 ml) 30 kcal

Edit. Chyba trochę przeceniłam swoją siłę, ale i tak w kinie poszło dobrze. Do chrupania były plasterki jabłka i wafle ryżowe + sok warzywny ( 100 ml - 25 kcal)

Za kino tak roboczo policzyłam sobie 650 kcal, więc razem z tym co przed kinem 930 :x

Bilans był piękny, ale trochę go zepsułam, no nic to, jutro będzie lepiej prawda?
+ pocieszam się, że nie kupiłam żadnych słodyczy, czy czipsów.

U mnie nareszcie trochę się ochłodziło, lubię taką pogodę, bo można się schować w sweterku, czy coś :) Może nie jest jakoś bardzo zimno, ale ja ogólnie szybko marznę, więc mi pod wieczór już było chłodno :P

Teraz wyszło słońce, więc reszta dnia zapowiada się okej. Eh, odezwę się później, papa :*

Trzymajcie się :)


Muszę schudnąć, a tyle wpierdalam  ? Nie :)

Właśnie skończyłam ćwiczyć, powtórka z wczoraj. Trudno w to uwierzyć, ale mam po wczoraj zakwasy... Aha, wczoraj zapomniałam dodać 50 skłonów, ale mniejsza z tym, dzisiaj też robiłam skłony, więc jest dokładnie jak wczoraj :)

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Postęp

Pierwszy raz od długiego czasu waga ruszyła z miejsca. 63,6 kg, a jeszcze niedawno w bardziej kryzysowym momencie było 64,5 kg. Znowu poczułam tę znajomą radość i chęć do dalszego działania. W sumie to zdziwiłam się, bo ostatnio miałam dwie wpadki, ale cóż, no cieszę się :)

Ostatnio nie pisałam, bo nie miałam czasu ani siły. Byłam na  Pyromagic 2014, dwa dni z rzędu. Było pięknie, dwa cudowne wieczory.

Dzisiaj z rana zjadłam gruszkę, nie wiem co dzisiaj jeszcze zjem. Wiem, że nie mogę tak od razu zacząć od minimalnych bilansów, muszę stopniowo zmniejszać ilość jedzenia, żeby we wrześniu już w pełni wrócić do starych zwyczajów. W roku szkolnym jakoś mi łatwiej trzymać małe bilanse. Rano zjem mało, w szkole jabłko lub nic i coś lekkiego w domu. Nikt nie może tego do końca dopilnować i jest dobrze. Właśnie dlatego chciałabym już mieć szkołę :O ( co to za słowa). Szkoła = mało czasu = żadnego siedzenia w domu = żadnego jedzenia z nudów = efekty :)

Edit.

Dodaję cały bilans z dzisiaj :) Jestem zadowolona.

-gruszka 58 kcal
-jogurt naturalny z płatkami zbożowymi 100 kcal
-jabłko dużo 50 kcal
-jogurt naturalny z płatkami zbożowymi 100 kcal

Razem: 308 ~ 310 kcal

Ćwiczenia:
-100 x wyciąganie ramion
-50 x ramiona na boki
-50 x przysiad
-100 x brzuszki
-50 x na leżąco ćwiczenie z hantelkami
-po 50 x na noge, na boku pulsowanie
-po 50 x na noge, wypych do tyłu

Niedużo, ale narzuciłam sobie szybkie tempo i moje mięśnie, które dawno nie zaznały większej aktywności fizycznej zaczęły drżeć, chyba przed jej potęgą. Także ja sobie siedzę już po kolacji, z roztrzęsionymi mięśniami i cieszę się z udanego dnia :D

Ćwiczenia skutecznie podnoszą poziom hormonów szczęścia ^^

Trzymajcie się kochane :*


czwartek, 7 sierpnia 2014

OK

Dzisiaj jest ok. Znowu długi spacer, ale z mamą i po prostu na drugi koniec miasta do sklepu po jedzenie dla kocura.

Jak mi to ciężko idzie, zbierałam się do napisania posta dobre 3 godziny.

Zauważyłam, że im bardziej myślę o tym i staram się znowu wejść w ten tok odchudzania to mi nie idzie. Jeszcze zanim miałam bloga i rozliczałam się tylko w zeszycie, to odchudzanie szło mi tak naturalnie. Nie chodziło o to, by zmieścić się w jakimś limicie. Liczyło się tylko to, by jeść coraz mniej. Każdego wieczora obiecywałam sobie, że jutro będzie lepiej i zjem mniej. Nie byłam na siebie zła, gdy zjadłam nadprogramowo, po prostu plan na następny dzień był taki, żeby zjeść mniej. Jadłam 1800 kcal, marzyłam o 1500. Jadłam 1500 kcal, marzyłam o 1300 kcal. I poszło szybko, zeszłam poniżej 1000. Pamiętam to :)

Dzisiaj tak krótko, dobranoc kochane :*


środa, 6 sierpnia 2014

Już mi trochę lepiej

Przeziębienie odpuszcza. Niestety lekko zapchany nos i dziwne zmęczenie nie pozwala mi na nic więcej jak spacery, więc i wczoraj i dzisiaj byłam z przyjaciółką na półtora godzinnym spacerze po lesie. Wczoraj las i szlak przy strumyczku, dzisiaj odbiłyśmy do innego lasu.

Bilanse trochę większe, ale staram się! Staram się znowu czuć się dobrze, bo z samopoczuciem bywało już lepiej.

Padam na twarz, bo w nocy obudził mnie kot i nie mogłam już zasnąć z powodu szczekającego na dworze psa. Szkoda, bo chciałabym poczytać książkę i obejrzeć film.

Z mamą postanowiłyśmy, że od poniedziałku nie jemy słodyczy. Przez miesiąc. Na razie się tego trzymamy.

Dzisiaj krótko, bo jakoś nie wiem co mam pisać.

O! Napiszę o Woodstocku. Było super. Ludzie pozytywni, atmosfera super, po prostu taki pozytywny syf, bo cóż, ludzie mówią prawdę. Bród, smród i ubóstwo :P Zaglądam do Toi-Toia, a tam co? Obsikany i okupkany sedes. Ale nie mogę mówić, że nie było alternatywy. Za 7 zł można było wejść pod prysznic i skorzystać z toalety, które były sprzątane.  Podsumowując, każdy, nawet ludzie, którzy przyjeżdżają sami, czuje, że należy do tego miejsca. Nikt nie jest sam, po prostu nie da się być tam osamotnionym. Każdy z każdym rozmawia jak najlepszy przyjaciel. Nawet Niemców było dużo.

Ok, ok, idę czytać.

Trzymajcie się :*

niedziela, 3 sierpnia 2014

Przerwa

Cześć kochane :)
wyjaśniło się, źle się czułam, bo zaczynało mi się przeziębienie, a w dodatku coś tak myślę, że może zbliża mi się okres. Na razie jestem chora i bardzo źle się czuję, ale na Woodstocku byłam, desperatka :d

Także postanowiłam, że napiszę jak poczuję się lepiej.

Przeziębienie latem, wtf.

Trzymajcie się :*

czwartek, 31 lipca 2014

Zmęczona

Czym? Nie wiem, po prostu czuję jakby dzisiaj upłynęła ze mnie cała energia.

Właśnie schnie mi pierwsza warstwa lakieru na paznokciach :3

Byłam dwa razy u dziadka (blisko mam), w sklepie z mamą,sama też byłam, bo poszłam do sklepu kosmetycznego,również na spacerze z przyjaciółkami,zrobiłam dżem z działkowych brzoskwiń, dodałam do niego dodatkowo cynamonu i łyżeczkę cukru wanilinowego oraz zamiast 0,5 kg cukru jak pisali w przepisie 4 łyżki, a owoców było baardzo dużo, więc ta ilość cukru jak na tyle owoców jest całkiem znośna. Nie siedziałam cały dzień wgapiając się w komputer, więc chyba jest okej. Wow, tak bardzo poprawność gramatyczna.

Bilans:
-owsianka 211 i średni banan 114
+jedno winogrono i czubek łyżki dżemu zrobionego wczoraj 50
-100 g serka wiejskiego 94, dwa wafle ryżowe z polędwicą drobiową 56 , kiść winogron 100
-2 pulpeciki z sosem ( z wczoraj), ziemniak i ogórek gruntowy 205
-2 wafle ryżowe z polędwicą drobiową 56 , serek wiejski lekki 120, trochę fasolki-niestety z bułką tartą, ale nie było jej dużo 100 kcal ~280
*Podczas robienia dżemu próbowanie go, żeby wiedzieć co ja w ogóle czynię :) 100

Razem : 1210 kcal

Droga  Hano Kaosu, pisząc owsianka z odżywką miałam na myśli odżywkę białkową w proszku, którą rozrabia się z mlekiem. Dostępne są różne smaki np. waniliowy, który jak sądzę z wanilią niewiele ma wspólnego, ale smak jest :)

Lecę kończyć z paznokciami, trzymajcie się :*

środa, 30 lipca 2014

#85

Pożegnanie dziadka, wróci za 10 miesięcy. Takie życie.
Aleeee mimo tego, że dzisiaj główną rolę grało ciasto i wafelki, nie dałam się. Okropnie mnie kusiły, ale nie zjadłam nic słodkiego. Muszę jak najdłużej dać radę i się powstrzymywać.

W sobotę jadę z mamą na Woodstock. Spotkamy się z bratem i jego dziewczyną ( oni są tam już od wczoraj) i wszyscy zabierzemy się razem do domu. Brat w niedzielę wróci do Warszawy i będzie ok. Niestety następny raz, kiedy się spotkamy, to będą Święta w grudniu. No chyba, że coś się wydarzy i do spotkania dojdzie wcześniej. Fajnie by było :)

Ogromna i długa burza przeszła dzisiaj nad moim miasteczkiem. Zaliczyłam bieg ( krótki ;p) do domu, bo uciekałam właśnie przed deszczem. Tak się złożyło, że jak byłam z mamą na zakupach  i miałam parasol, to tylko delikatnie kropiło, ale jak wyszłyśmy z mamą coś dokupić i wyszłyśmy bez parasola, to lunęło.

Bilans:
-owsianka z odżywką i kilka plasterkami banana 370
-100 g serka wiejskiego 94 kcal, dwa wafle ryżowe z polędwicą drobiową 56 kcal i jeden ogórek gruntowy z działki 5 kcal = ok. 160 kcal
-2 małe pulpeciki z indyka, trochę sosu pomidorowego i jeden ziemniak ok. 200 kcal
-owsianka z kilkoma plasterkami banana 250 kcal
-trochę winogron

Razem: ok. 1000 kcal

Jest dobrze :)

Trzymajcie się :*

wtorek, 29 lipca 2014

#84

Nie mam już pomysłów na tytuły.

Wczoraj zły dzień, z babeczkami na pierwszym planie. Prawie dobiłam do 2000 kcal. Jak to jest. Ja mam tak, że albo jem wszystko albo nic. Nie potrafię się pohamować. W planie była 1 babeczka, bo szłam do dziadka i dla niego je zrobiłam. Niestety, wymknęło mi się to trochę spod kontroli.

Dzisiaj już lepiej.  Chociaż miałam okropny ból żołądka. Nagły, siedziałam sobie o 15 i nagle tak mnie ścisnęło w żołądku, zrobiło mi się niedobrze. Musiałam wstać, bo na siedząco ból był nie do wytrzymania. Po czasie zaczęło przechodzić, teraz tylko zostało nieprzyjemne uczucie w żołądku. Myślicie, że to może być wynik wczorajszych babeczek? W sumie ciężko mi w to uwierzyć, bo jadłam je koło 17-18 , a dopiero dziś o 15 bolało.

Paznokcie mam tak twarde, że aż mi pękają przy mięsie. Musiałam je dzisiaj obciąć bardzo krótko... a już miałam takie ładne długie, nawet nie były porozdwajane, co u mnie jest anomalią.

Nareszcie przeszła burza. Było już tak parno, że nie do wytrzymania. Jest lepiej.

Dzisiaj sporo takiej codziennej aktywności. Mniej niż ostatnio komputera. Dużo czasu spędzonego z mamą.

Obejrzałam dzisiaj dosyć durną komedię, ale nie powiem, że nie, bo śmiałam się . Czasem potrzeba takiego resetu, posiedzenia i pooglądania głupot.

Bilans:

-owsianka 211 i arbuz 126
-serek wiejski lekki 120  i dwa wafle ryżowe z polędwicą drobiową 60
-kilka łyków mleka i mały kawałek arbuza ok. 70
-puree ziemniaczane ( 2 średnie ziemniaki, które jakoś dziwnie zmalały po tym jak je obrałam c: łyżeczka masła i 3 łyżki mleka) 184
-3 suche wafle ryżowe 57
Razem: 828 ~ 830 kcal

Puree- słyszałam, że dobre przy bólach żołądka. Wafle zjadłam, bo po rewolucjach w toalecie byłam już bardzo głodna. ( Tłumaczę się sama przed sobą... chyba).

Trzymajcie się, idę szybko wypić herbatę czerwoną i do wanny idę. Dobranoc :)