Czym? Nie wiem, po prostu czuję jakby dzisiaj upłynęła ze mnie cała energia.
Właśnie schnie mi pierwsza warstwa lakieru na paznokciach :3
Byłam dwa razy u dziadka (blisko mam), w sklepie z mamą,sama też byłam, bo poszłam do sklepu kosmetycznego,również na spacerze z przyjaciółkami,zrobiłam dżem z działkowych brzoskwiń, dodałam do niego dodatkowo cynamonu i łyżeczkę cukru wanilinowego oraz zamiast 0,5 kg cukru jak pisali w przepisie 4 łyżki, a owoców było baardzo dużo, więc ta ilość cukru jak na tyle owoców jest całkiem znośna. Nie siedziałam cały dzień wgapiając się w komputer, więc chyba jest okej. Wow, tak bardzo poprawność gramatyczna.
Bilans:
-owsianka 211 i średni banan 114
+jedno winogrono i czubek łyżki dżemu zrobionego wczoraj 50
-100 g serka wiejskiego 94, dwa wafle ryżowe z polędwicą drobiową 56 , kiść winogron 100
-2 pulpeciki z sosem ( z wczoraj), ziemniak i ogórek gruntowy 205
-2 wafle ryżowe z polędwicą drobiową 56 , serek wiejski lekki 120, trochę fasolki-niestety z bułką tartą, ale nie było jej dużo 100 kcal ~280
*Podczas robienia dżemu próbowanie go, żeby wiedzieć co ja w ogóle czynię :) 100
Razem : 1210 kcal
Droga Hano Kaosu, pisząc owsianka z odżywką miałam na myśli odżywkę białkową w proszku, którą rozrabia się z mlekiem. Dostępne są różne smaki np. waniliowy, który jak sądzę z wanilią niewiele ma wspólnego, ale smak jest :)
Lecę kończyć z paznokciami, trzymajcie się :*
“I tutaj zacząłem wsłuchiwać się w głos swojego serca, które zaczęło się na nowo otwierać. I teraz wiem, że jedyną władzą, jaką posiadam, jest ta, jaką mam nad sobą.”
czwartek, 31 lipca 2014
środa, 30 lipca 2014
#85
Pożegnanie dziadka, wróci za 10 miesięcy. Takie życie.
Aleeee mimo tego, że dzisiaj główną rolę grało ciasto i wafelki, nie dałam się. Okropnie mnie kusiły, ale nie zjadłam nic słodkiego. Muszę jak najdłużej dać radę i się powstrzymywać.
W sobotę jadę z mamą na Woodstock. Spotkamy się z bratem i jego dziewczyną ( oni są tam już od wczoraj) i wszyscy zabierzemy się razem do domu. Brat w niedzielę wróci do Warszawy i będzie ok. Niestety następny raz, kiedy się spotkamy, to będą Święta w grudniu. No chyba, że coś się wydarzy i do spotkania dojdzie wcześniej. Fajnie by było :)
Ogromna i długa burza przeszła dzisiaj nad moim miasteczkiem. Zaliczyłam bieg ( krótki ;p) do domu, bo uciekałam właśnie przed deszczem. Tak się złożyło, że jak byłam z mamą na zakupach i miałam parasol, to tylko delikatnie kropiło, ale jak wyszłyśmy z mamą coś dokupić i wyszłyśmy bez parasola, to lunęło.
Bilans:
-owsianka z odżywką i kilka plasterkami banana 370
-100 g serka wiejskiego 94 kcal, dwa wafle ryżowe z polędwicą drobiową 56 kcal i jeden ogórek gruntowy z działki 5 kcal = ok. 160 kcal
-2 małe pulpeciki z indyka, trochę sosu pomidorowego i jeden ziemniak ok. 200 kcal
-owsianka z kilkoma plasterkami banana 250 kcal
-trochę winogron
Razem: ok. 1000 kcal
Jest dobrze :)
Trzymajcie się :*
Aleeee mimo tego, że dzisiaj główną rolę grało ciasto i wafelki, nie dałam się. Okropnie mnie kusiły, ale nie zjadłam nic słodkiego. Muszę jak najdłużej dać radę i się powstrzymywać.
W sobotę jadę z mamą na Woodstock. Spotkamy się z bratem i jego dziewczyną ( oni są tam już od wczoraj) i wszyscy zabierzemy się razem do domu. Brat w niedzielę wróci do Warszawy i będzie ok. Niestety następny raz, kiedy się spotkamy, to będą Święta w grudniu. No chyba, że coś się wydarzy i do spotkania dojdzie wcześniej. Fajnie by było :)
Ogromna i długa burza przeszła dzisiaj nad moim miasteczkiem. Zaliczyłam bieg ( krótki ;p) do domu, bo uciekałam właśnie przed deszczem. Tak się złożyło, że jak byłam z mamą na zakupach i miałam parasol, to tylko delikatnie kropiło, ale jak wyszłyśmy z mamą coś dokupić i wyszłyśmy bez parasola, to lunęło.
Bilans:
-owsianka z odżywką i kilka plasterkami banana 370
-100 g serka wiejskiego 94 kcal, dwa wafle ryżowe z polędwicą drobiową 56 kcal i jeden ogórek gruntowy z działki 5 kcal = ok. 160 kcal
-2 małe pulpeciki z indyka, trochę sosu pomidorowego i jeden ziemniak ok. 200 kcal
-owsianka z kilkoma plasterkami banana 250 kcal
-trochę winogron
Razem: ok. 1000 kcal
Jest dobrze :)
Trzymajcie się :*
wtorek, 29 lipca 2014
#84
Nie mam już pomysłów na tytuły.
Wczoraj zły dzień, z babeczkami na pierwszym planie. Prawie dobiłam do 2000 kcal. Jak to jest. Ja mam tak, że albo jem wszystko albo nic. Nie potrafię się pohamować. W planie była 1 babeczka, bo szłam do dziadka i dla niego je zrobiłam. Niestety, wymknęło mi się to trochę spod kontroli.
Dzisiaj już lepiej. Chociaż miałam okropny ból żołądka. Nagły, siedziałam sobie o 15 i nagle tak mnie ścisnęło w żołądku, zrobiło mi się niedobrze. Musiałam wstać, bo na siedząco ból był nie do wytrzymania. Po czasie zaczęło przechodzić, teraz tylko zostało nieprzyjemne uczucie w żołądku. Myślicie, że to może być wynik wczorajszych babeczek? W sumie ciężko mi w to uwierzyć, bo jadłam je koło 17-18 , a dopiero dziś o 15 bolało.
Paznokcie mam tak twarde, że aż mi pękają przy mięsie. Musiałam je dzisiaj obciąć bardzo krótko... a już miałam takie ładne długie, nawet nie były porozdwajane, co u mnie jest anomalią.
Nareszcie przeszła burza. Było już tak parno, że nie do wytrzymania. Jest lepiej.
Dzisiaj sporo takiej codziennej aktywności. Mniej niż ostatnio komputera. Dużo czasu spędzonego z mamą.
Obejrzałam dzisiaj dosyć durną komedię, ale nie powiem, że nie, bo śmiałam się . Czasem potrzeba takiego resetu, posiedzenia i pooglądania głupot.
Bilans:
-owsianka 211 i arbuz 126
-serek wiejski lekki 120 i dwa wafle ryżowe z polędwicą drobiową 60
-kilka łyków mleka i mały kawałek arbuza ok. 70
-puree ziemniaczane ( 2 średnie ziemniaki, które jakoś dziwnie zmalały po tym jak je obrałam c: łyżeczka masła i 3 łyżki mleka) 184
-3 suche wafle ryżowe 57
Razem: 828 ~ 830 kcal
Puree- słyszałam, że dobre przy bólach żołądka. Wafle zjadłam, bo po rewolucjach w toalecie byłam już bardzo głodna. ( Tłumaczę się sama przed sobą... chyba).
Trzymajcie się, idę szybko wypić herbatę czerwoną i do wanny idę. Dobranoc :)
Wczoraj zły dzień, z babeczkami na pierwszym planie. Prawie dobiłam do 2000 kcal. Jak to jest. Ja mam tak, że albo jem wszystko albo nic. Nie potrafię się pohamować. W planie była 1 babeczka, bo szłam do dziadka i dla niego je zrobiłam. Niestety, wymknęło mi się to trochę spod kontroli.
Dzisiaj już lepiej. Chociaż miałam okropny ból żołądka. Nagły, siedziałam sobie o 15 i nagle tak mnie ścisnęło w żołądku, zrobiło mi się niedobrze. Musiałam wstać, bo na siedząco ból był nie do wytrzymania. Po czasie zaczęło przechodzić, teraz tylko zostało nieprzyjemne uczucie w żołądku. Myślicie, że to może być wynik wczorajszych babeczek? W sumie ciężko mi w to uwierzyć, bo jadłam je koło 17-18 , a dopiero dziś o 15 bolało.
Paznokcie mam tak twarde, że aż mi pękają przy mięsie. Musiałam je dzisiaj obciąć bardzo krótko... a już miałam takie ładne długie, nawet nie były porozdwajane, co u mnie jest anomalią.
Nareszcie przeszła burza. Było już tak parno, że nie do wytrzymania. Jest lepiej.
Dzisiaj sporo takiej codziennej aktywności. Mniej niż ostatnio komputera. Dużo czasu spędzonego z mamą.
Obejrzałam dzisiaj dosyć durną komedię, ale nie powiem, że nie, bo śmiałam się . Czasem potrzeba takiego resetu, posiedzenia i pooglądania głupot.
Bilans:
-owsianka 211 i arbuz 126
-serek wiejski lekki 120 i dwa wafle ryżowe z polędwicą drobiową 60
-kilka łyków mleka i mały kawałek arbuza ok. 70
-puree ziemniaczane ( 2 średnie ziemniaki, które jakoś dziwnie zmalały po tym jak je obrałam c: łyżeczka masła i 3 łyżki mleka) 184
-3 suche wafle ryżowe 57
Razem: 828 ~ 830 kcal
Puree- słyszałam, że dobre przy bólach żołądka. Wafle zjadłam, bo po rewolucjach w toalecie byłam już bardzo głodna. ( Tłumaczę się sama przed sobą... chyba).
Trzymajcie się, idę szybko wypić herbatę czerwoną i do wanny idę. Dobranoc :)
niedziela, 27 lipca 2014
Tyle czasu zmarnowane.
Tak sobie siedzę i myślę o tym, że dzisiaj mogłabym być już prawie u celu. Gdybym tylko nie przestała dążyć do tego co sobie wyznaczyłam. Nadal stoję w jednym punkcie, jutro się zważę, pewnie się załamię. Tyle czasu... Naprawdę, mogłabym być już dużo dalej, ale nie, ja nadal jestem tutaj. Patrząc na ten zmarnowany czas nie czuję się z tym dobrze.
Bilans:
-owsianka 211 kcal
-2 placki owsiane z dżemem truskawkowym ( dżem robiony w domu) 400 kcal
-3 gówniane, nic nie warte "paluszki szpinakowe" i trzy wafle ryżowe z almette ( serio aż trzy???) 250 kcal
-galaretka o smaku arbuzowym, 1 wafel ryżowy z almette, ryba (flądra), kromka ciemnego pieczywa z ziarnami i plaster nisko tłuszczowego sera żółtego (no to sobie zaszalałam) 353 kcal
Razem: 1214, jutro musi być mniej.
Ostatnio myślałam o początkach mojego biegania. Środek zimy, SGD w trakcie, czyli jadłam do 600-700 kcal i dawałam radę. A teraz tyle żrę i nie chce mi się ruszyć dupy. Nieładnie. Bardzo brzydko.
Jak ja dawałam radę ? Nie wiem, ale w końcu przyjdzie czas, że znowu będę dawała sobie radę.
Dzisiejszy dzień znowu przewalony. Gorąco, nic specjalnego nie zrobiłam. Jedyne co, to postanowiłam przysłużyć się światu i odkurzyłam w mieszkaniu, zmyłam podłogę i wyczyściłam wannę i umywalkę. Potem namówiłam mamę na krótki spacer po lesie, miałam ochotę po prostu wyjść. Poszłyśmy się trochę przejść. Poszłyśmy też na cmentarz. Jak zwykle odwiedziłyśmy te same groby. Smutne jest to, że muszę odwiedzać osobę, która pomogła sprowadzić mnie na ten świat, ale w sumie to jestem na to obojętna. Już dawno wybudowałam mur, swoją zasłonę, która pomaga mi ukryć to co czuję. Moja obojętność, to jest dopiero przykre.
Na dzisiaj to już koniec, trzymajcie się :*
Bilans:
-owsianka 211 kcal
-2 placki owsiane z dżemem truskawkowym ( dżem robiony w domu) 400 kcal
-3 gówniane, nic nie warte "paluszki szpinakowe" i trzy wafle ryżowe z almette ( serio aż trzy???) 250 kcal
-galaretka o smaku arbuzowym, 1 wafel ryżowy z almette, ryba (flądra), kromka ciemnego pieczywa z ziarnami i plaster nisko tłuszczowego sera żółtego (no to sobie zaszalałam) 353 kcal
Razem: 1214, jutro musi być mniej.
Ostatnio myślałam o początkach mojego biegania. Środek zimy, SGD w trakcie, czyli jadłam do 600-700 kcal i dawałam radę. A teraz tyle żrę i nie chce mi się ruszyć dupy. Nieładnie. Bardzo brzydko.
Jak ja dawałam radę ? Nie wiem, ale w końcu przyjdzie czas, że znowu będę dawała sobie radę.
Dzisiejszy dzień znowu przewalony. Gorąco, nic specjalnego nie zrobiłam. Jedyne co, to postanowiłam przysłużyć się światu i odkurzyłam w mieszkaniu, zmyłam podłogę i wyczyściłam wannę i umywalkę. Potem namówiłam mamę na krótki spacer po lesie, miałam ochotę po prostu wyjść. Poszłyśmy się trochę przejść. Poszłyśmy też na cmentarz. Jak zwykle odwiedziłyśmy te same groby. Smutne jest to, że muszę odwiedzać osobę, która pomogła sprowadzić mnie na ten świat, ale w sumie to jestem na to obojętna. Już dawno wybudowałam mur, swoją zasłonę, która pomaga mi ukryć to co czuję. Moja obojętność, to jest dopiero przykre.
Na dzisiaj to już koniec, trzymajcie się :*
sobota, 26 lipca 2014
Give me the strenght
Weekend spędzam samotnie w domu, dzisiaj cały dzień przesiedziałam oglądając anime. Nie jestem jakąś fanką anime, ale czasem lubię obejrzeć. Wczoraj wróciłam do Szczecina, był po mnie dziadek, miałam iść do niego wieczorem, żeby zjeść coś ciepłego, ale ja wolałam się nawpier*alać i pójść spać. Dzisiaj jest lepiej, dzwonił dziadek, przyniósł mi owoce i trochę bigosu ugotowanego na jakimś ponoć chudym mięsie, dobry był. Muszę zabrać się do ćwiczeń, bo niestety dzisiaj cały dzień zmarnowałam na głupoty i siedzenie przed komputerem. Nazwijmy to "odpoczynkiem".
Ok, w poniedziałek wracam do rozmowy o drugim kocie. Już słyszę w głowie tłumaczenia mamy, że po przemyśleniu sprawy nie zdecyduje się na drugie zwierzę, ale cóż, porozmawiać trzeba, nawet jeśli usłyszę to czego się spodziewam, bo jednak zawsze mam 50% szansy, że może się dogadamy.
Co do kota, to mój kocur chyba naprawdę bardzo za mną tęsknił, bo nie mogę się od niego opędzić. Mimo tego, że to bardzo urocze, to mam już dosyć wpadającej do oczu i do buzi sierści.
Bilans, pierwszy raz od jakiegoś czasu liczę kalorie. Postanowiłam powoli ograniczać jedzenie, bo mimo, że bardzo bym chciała, na wzór tego co było, znowu jeść bardzo malutko, to nie mogę tego zrobić tak od razu.
-owsianka 211 kcal
-2 paski melona, 1 pasek arbuza, pół kiści zielonych winogron 410 kcal
-bigos i kromka chleba razowego z polędwicą drobiową 340 kcal
-serek wiejski light i dwa wafle ryżowe z serkiem typu almette 220 kcal
Razem: 1181 kcal
Ostatni raz jadłam o 18, nawet nie wiecie jak bardzo jestem głodna ( a może jednak wiecie).
Ok, zmykam szykować się do spania, trzymajcie się :*
Ok, w poniedziałek wracam do rozmowy o drugim kocie. Już słyszę w głowie tłumaczenia mamy, że po przemyśleniu sprawy nie zdecyduje się na drugie zwierzę, ale cóż, porozmawiać trzeba, nawet jeśli usłyszę to czego się spodziewam, bo jednak zawsze mam 50% szansy, że może się dogadamy.
Co do kota, to mój kocur chyba naprawdę bardzo za mną tęsknił, bo nie mogę się od niego opędzić. Mimo tego, że to bardzo urocze, to mam już dosyć wpadającej do oczu i do buzi sierści.
Bilans, pierwszy raz od jakiegoś czasu liczę kalorie. Postanowiłam powoli ograniczać jedzenie, bo mimo, że bardzo bym chciała, na wzór tego co było, znowu jeść bardzo malutko, to nie mogę tego zrobić tak od razu.
-owsianka 211 kcal
-2 paski melona, 1 pasek arbuza, pół kiści zielonych winogron 410 kcal
-bigos i kromka chleba razowego z polędwicą drobiową 340 kcal
-serek wiejski light i dwa wafle ryżowe z serkiem typu almette 220 kcal
Razem: 1181 kcal
Ostatni raz jadłam o 18, nawet nie wiecie jak bardzo jestem głodna ( a może jednak wiecie).
Ok, zmykam szykować się do spania, trzymajcie się :*
czwartek, 24 lipca 2014
Chcę już do domu
Wczoraj, choć w sumie dzisiaj po północy wróciłam do Warszawy. Jutro po ósmej mam pociąg do domku. Nie mogę się doczekać. Jestem już zmęczona. Ale wyjazd był całkiem udany, zobaczyłam większość tego co zaplanowałam, ale niestety nie wszystko, bo dosłownie 1-2 dni mi zabrakło. Cóż, młoda jestem, jeszcze zdążę.W sobotę przeszłam 12 km, 6 km w jedną i 6 km w drugą stronę. W niedzielę szlak architektury Zakopanego, Muzeum Tatrzańskie i oczywiście Krupówki. W poniedziałek Morskie Oko, ponad 16 km, 8 km w jedną i drugie 8 km w drugą stronę. Deszcz, burza, nic nie było przeszkodą w dojściu do celu ! We wtorek Gubałówka, tutaj już skorzystałam z kolejki, ale nazwijmy to "szczytem Gubałówki" przeszłam jakieś 4-5 km spacerując i dotarłam do kolejki krzesełkowej na Butorowym Wierchu. Zjazd tą kolejką był o niebo lepszy niż wjazd tą zwykłą kolejką terenową do góry. Cóż, środa, czas wyjazdu, pakowanie i czas do domu. Pociąg miałyśmy późno, więc zaniosłyśmy bagaże na dworzec, schowałyśmy w przechowalni bagażu i poszłyśmy jeszcze połazić. Cały dzień lało, nie było to najprzyjemniejsze. Ok ok, pod względem organizacji wszystko było super, ale kur. ekhem, miałam nadrabiać, a ja co? No jajco, niczego sobie nie odmawiałam, jedyne pocieszenie, że dużo chodziłam. Szarlotka na ciepło? Pewnie! Naleśniki? Poproszę!
Kobieto, zastanów się o co Ci chodzi i czego Ty chcesz. Chcesz żreć, czy nie? Męska decyzja i po krzyku, ale ... ja nie wiem. Chciałabym jeszcze schudnąć, ale już nie potrafię. Ostatni rok był dla mnie bardzo ciężki, nie potrafię znowu wejść na ten ''tor'' odchudzania, chociaż wiem, że jedzenie jest tylko chwilą, tylko przez chwile jest miło i przyjemnie, a potem całe dni żałowania.
Na wadze 64,5 kg. Mam cichą nadzieję, że to wynik jakiegoś zastoju w organizmie, czy coś. Może to wina tego, że ważyłam się po śniadaniu, w koszuli nocnej, mhm, chciałabym. Zważę się w domu, przed śniadaniem, ale w sumie czego ja się spodziewam. Przez moją głupotę stało się to co się stało i muszę się z tym pogodzić i to naprawić, bo przecież mogę.
Co ja mam kupić sobie na podróż? Babcia znowu wypcha mi plecak żarciem, a ja idiotka ulegnę.Muszę znowu powoli zmniejszać ilości żarcia.
Naprawdę chętnie bym założyła nowego bloga, ale nie mogę. Nie wiem, czy w innego bloga mogłabym włożyć tyle siebie co tutaj.
Trzymajcie się :*
Kobieto, zastanów się o co Ci chodzi i czego Ty chcesz. Chcesz żreć, czy nie? Męska decyzja i po krzyku, ale ... ja nie wiem. Chciałabym jeszcze schudnąć, ale już nie potrafię. Ostatni rok był dla mnie bardzo ciężki, nie potrafię znowu wejść na ten ''tor'' odchudzania, chociaż wiem, że jedzenie jest tylko chwilą, tylko przez chwile jest miło i przyjemnie, a potem całe dni żałowania.
Na wadze 64,5 kg. Mam cichą nadzieję, że to wynik jakiegoś zastoju w organizmie, czy coś. Może to wina tego, że ważyłam się po śniadaniu, w koszuli nocnej, mhm, chciałabym. Zważę się w domu, przed śniadaniem, ale w sumie czego ja się spodziewam. Przez moją głupotę stało się to co się stało i muszę się z tym pogodzić i to naprawić, bo przecież mogę.
Co ja mam kupić sobie na podróż? Babcia znowu wypcha mi plecak żarciem, a ja idiotka ulegnę.Muszę znowu powoli zmniejszać ilości żarcia.
Naprawdę chętnie bym założyła nowego bloga, ale nie mogę. Nie wiem, czy w innego bloga mogłabym włożyć tyle siebie co tutaj.
Trzymajcie się :*
piątek, 18 lipca 2014
Wyjazd
Witajcie, właśnie spędzam moje ostatnie godziny w Warszawie, trwają ostatnie przygotowania do wyjazdu. Na wyjeździe raczej nie będzie możliwości liczenia kalorii, także plan jest taki, że nie przeginam z jedzeniem i dużo się ruszam. Niestety ostatnio miałam gorsze chwile w diecie, więc jak się spodziewacie będę nadrabiać w górach. To idealny moment, ponieważ jadąc w góry, zakładamy, że będziemy całymi dniami chodzić po szlakach i tym sposobem spalać kalorie.
Niedawno pisałam, że mój kot się czymś struł, niestety wczoraj znowu go wzięło, od rana źle się czuł, wiecie co się okazało? Alergia pokarmowa. Dobrze, że to nic poważniejszego. Teraz wystarczy tylko uważać na to co je i powinno być dobrze.
Wracam 25.07 w piątek, do napisania :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)