Na początku chciałabym wam wszystkim pogratulować. Udało się nam wszystkim dotrzeć tu gdzie jesteśmy. Przebrnęłyśmy przez rok szkolny. Każda otrzymała dzisiaj podsumowanie swojej 10 miesięcznej pracy. Mam nadzieję, że jesteście zadowolone. Przed nami 2 miesiące odpoczynku, ale nie tylko, bo pracy też. Jednak nie będziemy się musiały uczyć do szkoły, mamy teraz dużo wolnego czasu, który wykorzystamy na doskonalenie siebie. Wiem, że wiele z was ma konkretne plany na wakacje. Oby nam wszystkim się udało. Podsumowując, udanych wakacji kochane wy moje :)
Dobrze, teraz będzie przepis, który wczoraj obiecałam. Tym razem wersja z jabłkiem.
Składniki:
-1 jabłko
-1 jajko
-2 łyżki płatków owsianych
-2 łyżki otrębów owsianych
-2 łyżki mąki pszennej ( jeśli nie jesteście przekonane, użyjcie innej)
-1 łyżeczka proszku do pieczenia
-2 szczypty cynamonu
Przygotowanie:
Jabłko obierz i zetrzyj na tarce. Dokładnie wymieszaj z pozostałymi składnikami. Smażyć można na tłuszczu, ale i bez też. Ja wybieram opcję bez tłuszczu :)
Szybkie i zdrowe. Kalorie 334 kcal na całość.
Wydawało mi się jakby zakończenie roku ciągnęło się w nieskończoność. Nie zrobili gimnazjalistom osobnego zakończenia, więc pożegnanie klas 3. bla bla bla. 3A, 3B, 3C, 3N. A moje plecy wręcz błagały o litość. Mam to po mamie, postoję trochę i czuję jakby ktoś mi obił krzyż kamieniem. Moja mama ma między kręgami jakieś nieprawidłowości i mimo, że nie wpływa to jakoś znacznie na życie, to na pewno go nie umila :) Obym mogła tego jak najdłużej unikać.
Bilans:
-płatki fitness z mlekiem 200 kcal
-owsianka 270 kcal
-pomidorowa z makaronem 150 kcal + jabłko 40 kcal = 190 kcal
-jajecznica z 2 jajek ( smażona bez tłuszczu) z przyprawami z suszonych pomidorów i bazylii + 2 wafle ryżowe z polędwicą drobiową z warzywami i na to pomidor i kiełki 220 kcal
-pudding
Razem: 1300 wow, nawet nie tak bardzo dużo
Dzisiaj leniuchowanie w domu, zaraz tylko wynurzę się, żeby pójść wyrzucić śmieci. A jutro jestem umówiona na 13 z dziewczynami ze starej klasy gimnazjalnej. Rok temu pożegnałam się z moją całkowicie żeńską klasą. Jutro kilka osób ( w tym ja ) umówiło się na spotkanie. Będzie fajnie? Oby, bo boję się, że będziemy jeść, a ja nie jestem jeszcze na to gotowa.
Poza tym, ostatnio jadłam tyle produktów bogatych w błonnik, że wszystko ruszyło : O Czyżby metabolizm w końcu miał szansę troszkę ruszyć?
Ćwiczenia:
- skalpel z Ewą Chodakowską
Po dokładnie 13 minutach stwierdziłam, że wyłączam to, "pieprzyć to, wyłączam, nie dam rady, nie chce mi się", a potem tak na przekór sobie, zrobiłam trening do końca. Stwierdziłam, że będzie ładnie wyglądał w podsumowaniu dnia, więc w sumie nie zrobiłam tego z rozsądku, czy coś. Po prostu chciałam mieć ładny dzień, ale potem też okazało się, że chciałam sobie udowodnić moją siłę. Skoro już to włączyłam i zaczęłam, to mam zamiar to dokończyć!
Dzisiaj od rana jestem sama w domu. Lubię tak sama się oporządzać. W końcu to ja decyduję co i jak ugotuję, co i kiedy posprzątam. Chociaż ze sprzątaniem u mnie słabo xd
Mimo to skusiłam się na posprzątanie szafy. Wyrzuciłam kilka ubrań, bo stwierdziłam, że i tak tego nie noszę i szybko o tym zapomnę.
Trzymajcie się :*
Podziwiam was, że dajecie radę czytać to co ja tutaj piszę :D
PS. Dodam, że przy ćwiczeniach bardzo aktywnie towarzyszył mi kot. Kiedy leżałam na podłodze wykorzystał to i obcałował mnie z każdej strony.
Muszę to napisać, ponieważ inaczej źle bym się czuła. Właśnie sobie siedzę i jem pudding dietetyczny. Dodatkowo zamiast mleka 3,5 % :O Użyłam 1,5 % i dużo mnie cukru. Ale do rzeczy. Tak sobie siedzę i jem i wmawiam sobie, że jestem zdrowa, jest dobrze. Jutro i tak poćwiczę, więc nie utyję. Powtarzaj : jest dobrze, jest dobrze, jest dobrze, jesz normalnie.
Czasem brakuje mi takich wieczorów, gdy oglądam sobie film i jem sobie budyń :3 Harry Potter on, old times on :) Czuję się jak kiedyś, tyle że dzisiaj jest inaczej. Jestem szczupła. Czy już można to nazwać normalną, średnią sylwetką? Chyba tak. Nie jestem już tą samą wręcz otyłą osobą.
Brzuszek pełny. Tak to ten sam, który wiele razy głodował. To ten, który jest już tak bardzo przyzwyczajony do stanu głodu. Obiecuję mu, że postaram się, żeby już nigdy nie musiał przechodzić tego co dotychczas.
“I tutaj zacząłem wsłuchiwać się w głos swojego serca, które zaczęło się na nowo otwierać. I teraz wiem, że jedyną władzą, jaką posiadam, jest ta, jaką mam nad sobą.”
piątek, 27 czerwca 2014
czwartek, 26 czerwca 2014
Dzisiaj rower z przygodami
Dzisiaj dzień był obfity w atrakcje. Rano zakupy w centrum handlowym. Dzisiaj mama kupiła mi już kurtkę na jesień. Bardzo mi się podoba i była przecena. Kurtka kosztowała 110 zł mniej. Mam jeszcze kilka innych rzeczy, ale najważniejsze, że dostałam stanik do sukienki bez pleców.
Gdy wróciłam zrobiłam sobie drugie śniadanko, poszłam z mamą też na zwykłe codzienne zakupy, ponieważ trzeba było uzupełnić lodówkę na weekend, bo mama będzie zajęta i nie będzie mogła nic w domu ogarnąć.
Poszłam z przyjaciółką na rower. Jeździłyśmy jakieś 50 minut. Trasa prowadziła w 90% przez las. W lesie napotkałyśmy dzika... Jadę sobie wąziutką ścieżką, przebijam się przez gałęzie, gdy nagle jakieś 20 m przede mną widzę podrywającego się na nogi dzika. Zatrzymuję rower z wrzaskiem i staję jak wryta. Na całe szczęście dzik uciekł w krzaki, ale przez głowę już zdążyło przewinąć się 1000 myśli. "Co teraz,a jak za nami pobiegnie?". Całe szczęście, że tak nie było. Z nerwów ręce mi się trochę trzęsły, ale wsiadłyśmy na rower i jak najszybciej odjechałyśmy stamtąd. W końcu dotarłyśmy do domu, odniosłyśmy rowery i wyszłyśmy na prawie godzinny spacer. Pogoda w końcu całkiem ładna, więc trzeba było korzystać. Było miło :) Nie zdziwcie się, że kalorii dzisiaj więcej, w sumie jest mi z tym dobrze. Pokuszę się o stwierdzenie, że u mnie chyba coraz lepiej. Chodzi mi o tę sferę psychiczną, a dokładniej chodzi mi o problem z jedzeniem. Ale, tak czy siak, dzisiaj jadłam zdrowo, więc bilans nie jest zapełniony byle jakim jedzeniem.
Mam nowy przepis na placuszki, dzisiaj go nie podam, bo szczerze mówiąc nie chce mi się wstać po zeszyt, musicie mi wybaczyć ;) Jutro podam. Słowo harcerza, chociaż nim nie jestem :D
Bilans:
-owsianka z dodatkiem miodu 270 kcal
-pół serka wiejskiego z dod. szczypiorku, dwa wafle chrupkie obłożone drobiową szynką z pomidorem 160 kcal
-3 placuszki, tylko jeden z nich z odrobiną miodu 170 kcal
-banan 114 kcal
-2 placuszki na sucho i owsianka 360 kcal
-podjadanie suszonej żurawiny 100 kcal
Razem: 1 174 / teraz w drugą stronę. Rok temu próbowałam zejść poniżej takich wartości, a teraz próbuję się na nie zdobywać :)
Dzisiaj to ja szykowałam mojej przyjaciółce kolację. Mam nadzieję, że była szczera i naprawdę smakowały jej placuszki ( placki są z dodatkiem jabłka) z dżemem domowej roboty :)
Jutro przychodzi po mnie o 09:30 i idziemy na zakończenie roku szkolnego. Jak dobrze jest ją mieć. Tak w ogóle, to wiecie jakie ona robi piękne fryzury? Korony z włosów, powywijane dobierańce, różne koczki itp. itd. Nawet nie potrzebuje niczego specjalnego. Daje się jej grzebień, gumkę, kilka wsuwek i gotowe.
Ćwiczenia:
-jazda na rowerze ~ 50 minut
-spacer ~ 60 minut
Trzymajcie się kochane :* Oby u was też było dobrze.
Gdy wróciłam zrobiłam sobie drugie śniadanko, poszłam z mamą też na zwykłe codzienne zakupy, ponieważ trzeba było uzupełnić lodówkę na weekend, bo mama będzie zajęta i nie będzie mogła nic w domu ogarnąć.
Poszłam z przyjaciółką na rower. Jeździłyśmy jakieś 50 minut. Trasa prowadziła w 90% przez las. W lesie napotkałyśmy dzika... Jadę sobie wąziutką ścieżką, przebijam się przez gałęzie, gdy nagle jakieś 20 m przede mną widzę podrywającego się na nogi dzika. Zatrzymuję rower z wrzaskiem i staję jak wryta. Na całe szczęście dzik uciekł w krzaki, ale przez głowę już zdążyło przewinąć się 1000 myśli. "Co teraz,a jak za nami pobiegnie?". Całe szczęście, że tak nie było. Z nerwów ręce mi się trochę trzęsły, ale wsiadłyśmy na rower i jak najszybciej odjechałyśmy stamtąd. W końcu dotarłyśmy do domu, odniosłyśmy rowery i wyszłyśmy na prawie godzinny spacer. Pogoda w końcu całkiem ładna, więc trzeba było korzystać. Było miło :) Nie zdziwcie się, że kalorii dzisiaj więcej, w sumie jest mi z tym dobrze. Pokuszę się o stwierdzenie, że u mnie chyba coraz lepiej. Chodzi mi o tę sferę psychiczną, a dokładniej chodzi mi o problem z jedzeniem. Ale, tak czy siak, dzisiaj jadłam zdrowo, więc bilans nie jest zapełniony byle jakim jedzeniem.
Mam nowy przepis na placuszki, dzisiaj go nie podam, bo szczerze mówiąc nie chce mi się wstać po zeszyt, musicie mi wybaczyć ;) Jutro podam. Słowo harcerza, chociaż nim nie jestem :D
Bilans:
-owsianka z dodatkiem miodu 270 kcal
-pół serka wiejskiego z dod. szczypiorku, dwa wafle chrupkie obłożone drobiową szynką z pomidorem 160 kcal
-3 placuszki, tylko jeden z nich z odrobiną miodu 170 kcal
-banan 114 kcal
-2 placuszki na sucho i owsianka 360 kcal
-podjadanie suszonej żurawiny 100 kcal
Razem: 1 174 / teraz w drugą stronę. Rok temu próbowałam zejść poniżej takich wartości, a teraz próbuję się na nie zdobywać :)
Dzisiaj to ja szykowałam mojej przyjaciółce kolację. Mam nadzieję, że była szczera i naprawdę smakowały jej placuszki ( placki są z dodatkiem jabłka) z dżemem domowej roboty :)
Jutro przychodzi po mnie o 09:30 i idziemy na zakończenie roku szkolnego. Jak dobrze jest ją mieć. Tak w ogóle, to wiecie jakie ona robi piękne fryzury? Korony z włosów, powywijane dobierańce, różne koczki itp. itd. Nawet nie potrzebuje niczego specjalnego. Daje się jej grzebień, gumkę, kilka wsuwek i gotowe.
Ćwiczenia:
-jazda na rowerze ~ 50 minut
-spacer ~ 60 minut
Trzymajcie się kochane :* Oby u was też było dobrze.
środa, 25 czerwca 2014
Jest okej + kolacja mistrzów :D / znowu długo
Dzisiaj ogółem dzień w porządku, oprócz małych incydentów. Moje rozchwiane emocje wcale mi nie pomagają! Raz radość potrafi mnie wręcz rozpierać, żeby za chwilę wybuchnąć gniewem, a po gniewie przychodzą łzy. Łzy, zupełnie jakby tylko czekały, czaiły się na odpowiedni moment, by ukazać wszystkim moje słabości.
Wizyta w hospicjum zaliczona. Chyba zapiszę się na październikowe szkolenie i zajmę się wolontariatem hospicyjnym. Naprawdę to rozważam, chociaż boję się, że gdy pójdę do jakiegoś dziecka do domu, to się przestraszę i nie będę potrafiła tam wrócić. Przecież ani dla mnie, ani dla dziecka nie byłoby to miłe.
Mówiłam, że poszukiwania pracy słabo wyglądają? Mimo tego, że ja się już w sumie poddałam, to moja babcia nadal walczy. Wczoraj zadzwoniła i powiedziała mi, że jutro idzie z moim CV do jednej kawiarni, bo wracała z pracy i zobaczyła ogłoszenie o poszukiwaniu pracowników. Weszła bez CV, tylko porozmawiała. Dostała odpowiedź, że ludzie skontaktują się z kierowniczką i spytają się jej, czy w ogóle oni mają prawo zatrudniać osoby nieletnie. Dzisiaj właśnie miała donieść CV.
Mama kupiła mi "przepiśnik". Pewnie te z was, które to widziały to wiedzą o jakim sklepie mówię, bo ja tu nie chcę robić żadnej reklamy. Dobre na wyjazdy, kiedy nie za bardzo mamy dostęp do internetu. Ja wzięłam wersję "FIT", więc mam tam podstawowe ćwiczenia, tabelę spalania kalorii i wiele innych. Jest dużo miejsca na nasze przepisy, a obok nich jest miejsce na zapisanie kaloryczności. Na samym końcu jest 60 kartek takiego jakby dziennika, w którym możemy zapisać swoje ćwiczenia i spalone kalorie oraz to co zjadłyśmy. Mam nadzieję, że to się u mnie sprawdzi :) Szczególnie, że w wakacje będę pewnie wyjeżdżać, a przecież nawet na wyjeździe można i nawet trzeba się pilnować. Może nie tak rygorystycznie, ale przecież żadna z nas nie chciałaby wrócić z wakacji z dodatkowymi kilogramami. Ach, dodam, że w zeszycie są fajne naklejki z motywacyjnymi hasłami :D Może podam wam te hasła na końcu notki?
Ach, jaki ja mam dobry kontakt z mamą. Cieszy mnie to :) Zawsze znajdujemy dla siebie czas, chociażby to miało być 40 minut podczas zwykłych codziennych zakupów, to zawsze to wykorzystujemy. Dzisiaj po obiedzie poszłam do niej z tekstem "wiem, że z tym twoim rowerem nie chciałoby Ci się, ale może byś ze mną poszła pojeździć?". Na co ona odpowiedziała, że to bardzo dobry pomysł :D Poszłyśmy. Niestety nie wiemy co jest z tym rowerem nie tak, ale jazda na nim to jak za karę. W ogóle nie przyspiesza i nawet jadąc z górki zwalnia! Przejechałyśmy się, więc trochę po lesie i po naszym miasteczku. Zajęło nam to jakieś 40-45 minut. Jechałyśmy spokojnie, bez żadnego zbędnego narzucania tempa. Liczyło się to, że spędzamy czas razem, aktywnie i na świeżym powietrzu.
Na obiad zjadłam pyszne placki owsiane kakaowo-bananowe. Niech was nie zwiedzie ich nazwa. Są bardzo mało kaloryczne, co mnie naprawdę zdziwiło. Myślałam, że będę musiała policzyć sobie za nie co najmniej 400 kcal. Z ciekawości policzyłam kalorie z użytych składników. Wyszło mi, że cała masa na te placki ma 362 kcal. Wyszło mi 8 placuszków. Zjadłam 3 z dodatkami. Jakie to było miłe zaskoczenie, zjadłam tylko jakieś 250 kcal. Jaka ja zadowolona byłam.
Przepis znalazłam na jakiejś stronie, czy blogu. Przepraszam nie pamiętam, ale zapisałam go sobie, więc wam podam. Od razu mówię, że bardzo szybko się je robi.
Składniki:
-1 jajko
-2 łyżki jogurtu naturalnego
-2 łyżki płatków owsianych ( nie trzeba namaczać)
-1 łyżka mąki, najlepiej pełnoziarnistej
-szczypta proszku do pieczenia
-szczypta cynamonu
-1 średni banan
-1 łyżeczka kakao
Wykonanie:
Rozgnieć banana na papkę. Dodaj jogurt i jajko, wymieszaj. Dosyp mąkę, płatki owsiane, proszek do pieczenia, cynamon i kakao. Wymieszaj wszystko, aż składniki się połączą. Oczywiście zostaje tylko je usmażyć :)
*Ja smażyłam na teflonowej patelni bez dodatku tłuszczu. Tłuszcz na patelni, podwyższa kaloryczność.
Bardzo dobrze smakują z łyżeczką dżemu bądź z łyżeczką miodu. Jak kto lubi.
+Nie bójcie się banana i jego kalorii, bo jest to owoc, który dostarcza wielu witamin i zawiera mnóstwo potasu. Dobre dla biegaczy i ogólnie dla sportowców. Pomaga w zapobieganiu skurczom mięśni.
Czytałam, że na kolację zaleca się jedzenie białka. Warto przypilnować, by kolacja miała mało tłuszczu i znikome ilości węglowodanów. Wiecie, że białko jest istnym pogromcą tłuszczu? Dlatego im ciało bardziej umięśnione, tym mniej otłuszczone, bo mięśnie, które są zbudowane głównie z białka pożerają nasz tłuszcz i pozwalają nam pozbyć się go na dobre.
Bilans + zdjęcie
-płatki fitness z mlekiem 200 kcal
-pół serka wiejskiego i dwa wafle ryżowe, jeden z almette i pomidorem, a drugi z polędwicą drobiową i pomidorem 177 kcal
-3 placki owsiane kakaowo-bananowe, dwa z łyżeczką dżemu i jeden z miodem 250 kcal
-porcja galaretki agrestowej + wafel ryżowy z polędwicą drobiową z warzywami i na to pomidor 100 kcal
-1 jajko na miękko ( jedzone bez żadnej soli ani nic) + 2 wafle ryżowe z polędwicą i pomidorem na to 134 kcal
Kiedy wpisałam w wyszukiwarce "co zjeść na kolację" i naczytałam się o tym białku i poczytałam o tym co proponują, by zjeść, to od razu sięgnęłam po jedzenie bogate w białko. Dlatego napisałam "kolacja mistrzów". Jajko, wiadomo, dużo białka. To samo drób. Nawet mam dla was zdjęcie. Z góry przepraszam za jakość. Rolety były zasłonięte, bo słońce mnie raziło i robiłam zdjęcie na szybko, bo mama ciągle chodziła po domu i zaraz,by zobaczyła, że siedzę i fotografuję jedzenie...
Wizyta w hospicjum zaliczona. Chyba zapiszę się na październikowe szkolenie i zajmę się wolontariatem hospicyjnym. Naprawdę to rozważam, chociaż boję się, że gdy pójdę do jakiegoś dziecka do domu, to się przestraszę i nie będę potrafiła tam wrócić. Przecież ani dla mnie, ani dla dziecka nie byłoby to miłe.
Mówiłam, że poszukiwania pracy słabo wyglądają? Mimo tego, że ja się już w sumie poddałam, to moja babcia nadal walczy. Wczoraj zadzwoniła i powiedziała mi, że jutro idzie z moim CV do jednej kawiarni, bo wracała z pracy i zobaczyła ogłoszenie o poszukiwaniu pracowników. Weszła bez CV, tylko porozmawiała. Dostała odpowiedź, że ludzie skontaktują się z kierowniczką i spytają się jej, czy w ogóle oni mają prawo zatrudniać osoby nieletnie. Dzisiaj właśnie miała donieść CV.
Mama kupiła mi "przepiśnik". Pewnie te z was, które to widziały to wiedzą o jakim sklepie mówię, bo ja tu nie chcę robić żadnej reklamy. Dobre na wyjazdy, kiedy nie za bardzo mamy dostęp do internetu. Ja wzięłam wersję "FIT", więc mam tam podstawowe ćwiczenia, tabelę spalania kalorii i wiele innych. Jest dużo miejsca na nasze przepisy, a obok nich jest miejsce na zapisanie kaloryczności. Na samym końcu jest 60 kartek takiego jakby dziennika, w którym możemy zapisać swoje ćwiczenia i spalone kalorie oraz to co zjadłyśmy. Mam nadzieję, że to się u mnie sprawdzi :) Szczególnie, że w wakacje będę pewnie wyjeżdżać, a przecież nawet na wyjeździe można i nawet trzeba się pilnować. Może nie tak rygorystycznie, ale przecież żadna z nas nie chciałaby wrócić z wakacji z dodatkowymi kilogramami. Ach, dodam, że w zeszycie są fajne naklejki z motywacyjnymi hasłami :D Może podam wam te hasła na końcu notki?
Ach, jaki ja mam dobry kontakt z mamą. Cieszy mnie to :) Zawsze znajdujemy dla siebie czas, chociażby to miało być 40 minut podczas zwykłych codziennych zakupów, to zawsze to wykorzystujemy. Dzisiaj po obiedzie poszłam do niej z tekstem "wiem, że z tym twoim rowerem nie chciałoby Ci się, ale może byś ze mną poszła pojeździć?". Na co ona odpowiedziała, że to bardzo dobry pomysł :D Poszłyśmy. Niestety nie wiemy co jest z tym rowerem nie tak, ale jazda na nim to jak za karę. W ogóle nie przyspiesza i nawet jadąc z górki zwalnia! Przejechałyśmy się, więc trochę po lesie i po naszym miasteczku. Zajęło nam to jakieś 40-45 minut. Jechałyśmy spokojnie, bez żadnego zbędnego narzucania tempa. Liczyło się to, że spędzamy czas razem, aktywnie i na świeżym powietrzu.
Na obiad zjadłam pyszne placki owsiane kakaowo-bananowe. Niech was nie zwiedzie ich nazwa. Są bardzo mało kaloryczne, co mnie naprawdę zdziwiło. Myślałam, że będę musiała policzyć sobie za nie co najmniej 400 kcal. Z ciekawości policzyłam kalorie z użytych składników. Wyszło mi, że cała masa na te placki ma 362 kcal. Wyszło mi 8 placuszków. Zjadłam 3 z dodatkami. Jakie to było miłe zaskoczenie, zjadłam tylko jakieś 250 kcal. Jaka ja zadowolona byłam.
Przepis znalazłam na jakiejś stronie, czy blogu. Przepraszam nie pamiętam, ale zapisałam go sobie, więc wam podam. Od razu mówię, że bardzo szybko się je robi.
Składniki:
-1 jajko
-2 łyżki jogurtu naturalnego
-2 łyżki płatków owsianych ( nie trzeba namaczać)
-1 łyżka mąki, najlepiej pełnoziarnistej
-szczypta proszku do pieczenia
-szczypta cynamonu
-1 średni banan
-1 łyżeczka kakao
Wykonanie:
Rozgnieć banana na papkę. Dodaj jogurt i jajko, wymieszaj. Dosyp mąkę, płatki owsiane, proszek do pieczenia, cynamon i kakao. Wymieszaj wszystko, aż składniki się połączą. Oczywiście zostaje tylko je usmażyć :)
*Ja smażyłam na teflonowej patelni bez dodatku tłuszczu. Tłuszcz na patelni, podwyższa kaloryczność.
Bardzo dobrze smakują z łyżeczką dżemu bądź z łyżeczką miodu. Jak kto lubi.
+Nie bójcie się banana i jego kalorii, bo jest to owoc, który dostarcza wielu witamin i zawiera mnóstwo potasu. Dobre dla biegaczy i ogólnie dla sportowców. Pomaga w zapobieganiu skurczom mięśni.
Czytałam, że na kolację zaleca się jedzenie białka. Warto przypilnować, by kolacja miała mało tłuszczu i znikome ilości węglowodanów. Wiecie, że białko jest istnym pogromcą tłuszczu? Dlatego im ciało bardziej umięśnione, tym mniej otłuszczone, bo mięśnie, które są zbudowane głównie z białka pożerają nasz tłuszcz i pozwalają nam pozbyć się go na dobre.
Bilans + zdjęcie
-płatki fitness z mlekiem 200 kcal
-pół serka wiejskiego i dwa wafle ryżowe, jeden z almette i pomidorem, a drugi z polędwicą drobiową i pomidorem 177 kcal
-3 placki owsiane kakaowo-bananowe, dwa z łyżeczką dżemu i jeden z miodem 250 kcal
-porcja galaretki agrestowej + wafel ryżowy z polędwicą drobiową z warzywami i na to pomidor 100 kcal
-1 jajko na miękko ( jedzone bez żadnej soli ani nic) + 2 wafle ryżowe z polędwicą i pomidorem na to 134 kcal
Kiedy wpisałam w wyszukiwarce "co zjeść na kolację" i naczytałam się o tym białku i poczytałam o tym co proponują, by zjeść, to od razu sięgnęłam po jedzenie bogate w białko. Dlatego napisałam "kolacja mistrzów". Jajko, wiadomo, dużo białka. To samo drób. Nawet mam dla was zdjęcie. Z góry przepraszam za jakość. Rolety były zasłonięte, bo słońce mnie raziło i robiłam zdjęcie na szybko, bo mama ciągle chodziła po domu i zaraz,by zobaczyła, że siedzę i fotografuję jedzenie...
Co do ćwiczeń:
-45 minut jazdy na rowerze
-10 x na rękę rozciąganie ramion
-10 skłonów
-20 squatów
-5x na nogę przyciąganie stopy do pośladków
-20 x na nogę leżąc na plecach pulsowanie nogi góra-dół
-60 brzuszków
-10 x ćwiczenie z hantlami
-oddechy
A teraz dziękuję za waszą uwagę, życzę dobrej nocy i ogólnie trzymajcie się kochane :*
wtorek, 24 czerwca 2014
Słodycze, tyle słodyczy, całe opakowania słodyczy mmm
Cała paczka kruchych ciastek polanych czekoladą, herbatniki w czekoladzie i tabliczka czekolady z orzechami. Pychota.
Ale chyba nie myślicie, że to wszystko zjadłam, prawda? Bo co by to oznaczało? To by oznaczało, że moje wczorajsze ogłoszenie mogę sobie w buty co najwyżej wsadzić.
Byłam sobie z przyjaciółmi na dworze i nagle, dzika myśl, chcę czegoś słodkiego, teraz! Idziemy do sklepu, po drodze biję się z myślami "przecież 64 kilo to nie jest zła waga, nic się nie stanie jak coś zjem, mam taką ochotę". Idziemy i nagle w moich myślach odezwała się ona, nie wiem kim jest, myślę, że to dążąca za wszelką cenę do celu wersja mnie, ukryta gdzieś w najdalszych czeluściach umysłu część mnie. Ona zaczęła mi mówić, że przecież obiecałam sobie. No, ale ta druga odpowiada "przecież chcesz być zdrowa, możesz jeść słodycze 2 razy w tygodniu", "tak chcę i mogę jeść te słodycze, ale nie chodzi o to, by się nimi napchać aż po same uszy!". Jesteśmy w sklepie, przy półce ze słodyczami. Z jednej strony mam tak wielką ochotę, a z drugiej nie chcę się tym wszystkim opychać. Stoimy w kolejce z paczką ciastek, paczką herbatników i czekoladą.Nie mogę się doczekać aż za nie zapłacę i zjem. Przyjaciele mnie przekonują, że mogę zjeść, ale ja nie chcę. Wychodzimy ze sklepu i stwierdzam, że nie zjem tej góry czekolady. Mówię do nich " może wy to zjecie, a ze mną pójdziecie do domu po mojego Grześka bez czekolady". Poszli ze mną. Zjadłam pół. Wiem, że mogłam w ogóle go nie ruszać, ale nie mogłam, lepiej zjeść pół tego Grześka ~ 70 kcal, niż nawpierdzielać się tej czekolady, która była tak blisko mnie. Szczerze mówiąc, to uważam, że ten Grzesiek mnie uratował. Wiem, że to moja wina, bo przed wyjściem z domu zjadłam samo jabłko. Szybko zostało spalone, spadł cukier i przyszła ochota na słodycze. Czemu mój zdrowy rozsądek przysłoniła ta dzika chęć zjedzenia jak najmniejszej ilości? Mam karę, na całe szczęście siła została. Nie mogłam was zawieść, przecież doskonale wiem, że we mnie uwierzyłyście i nie mogłam wam tego zrobić.
Jutro o 10:00 muszę być w szkole. Jadę z wolontariatem na przekazanie zebranych pieniędzy. Przekazujemy je naszemu szczecińskiemu hospicjum. Może kwota nie jest jakaś oszałamiająca, ale wiadomo, że w takich miejscach każda złotówka się liczy.
Bilans:
-płatki fitness z mlekiem 200 kcal
-mały filet z kurczaka w przyprawach (zgrillowany) + sporo sałatki 350 kcal
-jedna miechunka 10 kcal (znalazłyśmy z mamą nowość w sklepie i po przyjściu do domu chciałam spróbować)
-jabłko 40 kcal
-pół Grześka 70 kcal
-porcja galaretki agrestowej (czy to się liczy jako typowe słodycze?) 70 kcal + mały wafel ryżowy z polędwicą drobiową z warzywami i na to pomidor 30 kcal
Razem: 810 :)
Aaaj, czuję, że dobrze wybrnęłam ze słodyczowego kryzysu.
Hmmm... coś jeszcze chciałam napisać, ale wypadło mi z głowy chociaż myślałam o tym dosłownie minutę temu. Co to oznacza? szykujcie się na edycję tej notki :P
Ćwiczenia ( czuję zakwasy po tych hantlach o.O)
- 20 x rozciąganie ramion ( po 10 na jedno)
- 20 przysiadów
- po 10 x na nogę w pozycji jak do pompek wypychanie jej góra-dół
- po 5 x na nogę przyciąganie stopy do pośladków
- 10 x w siadzie prostym rozciąganie
- 20 x z hantelkami
- po 20 x na nogę leżąc na plecach pulsowanie góra-dół
- po 20 x na nogę leżąc na boku i podpierając się pulsowanie nogą
- 50 brzuszków
- po 10 na nogę rozciąganie
-oddechy
Tak bardzo obrazowo to opisuję, że na pewno wiecie o co chodzi (nutka ironii) :D
Nie napiszę jeszcze pożegnania, bo pewnie mi się coś przypomni.
Ale chyba nie myślicie, że to wszystko zjadłam, prawda? Bo co by to oznaczało? To by oznaczało, że moje wczorajsze ogłoszenie mogę sobie w buty co najwyżej wsadzić.
Byłam sobie z przyjaciółmi na dworze i nagle, dzika myśl, chcę czegoś słodkiego, teraz! Idziemy do sklepu, po drodze biję się z myślami "przecież 64 kilo to nie jest zła waga, nic się nie stanie jak coś zjem, mam taką ochotę". Idziemy i nagle w moich myślach odezwała się ona, nie wiem kim jest, myślę, że to dążąca za wszelką cenę do celu wersja mnie, ukryta gdzieś w najdalszych czeluściach umysłu część mnie. Ona zaczęła mi mówić, że przecież obiecałam sobie. No, ale ta druga odpowiada "przecież chcesz być zdrowa, możesz jeść słodycze 2 razy w tygodniu", "tak chcę i mogę jeść te słodycze, ale nie chodzi o to, by się nimi napchać aż po same uszy!". Jesteśmy w sklepie, przy półce ze słodyczami. Z jednej strony mam tak wielką ochotę, a z drugiej nie chcę się tym wszystkim opychać. Stoimy w kolejce z paczką ciastek, paczką herbatników i czekoladą.Nie mogę się doczekać aż za nie zapłacę i zjem. Przyjaciele mnie przekonują, że mogę zjeść, ale ja nie chcę. Wychodzimy ze sklepu i stwierdzam, że nie zjem tej góry czekolady. Mówię do nich " może wy to zjecie, a ze mną pójdziecie do domu po mojego Grześka bez czekolady". Poszli ze mną. Zjadłam pół. Wiem, że mogłam w ogóle go nie ruszać, ale nie mogłam, lepiej zjeść pół tego Grześka ~ 70 kcal, niż nawpierdzielać się tej czekolady, która była tak blisko mnie. Szczerze mówiąc, to uważam, że ten Grzesiek mnie uratował. Wiem, że to moja wina, bo przed wyjściem z domu zjadłam samo jabłko. Szybko zostało spalone, spadł cukier i przyszła ochota na słodycze. Czemu mój zdrowy rozsądek przysłoniła ta dzika chęć zjedzenia jak najmniejszej ilości? Mam karę, na całe szczęście siła została. Nie mogłam was zawieść, przecież doskonale wiem, że we mnie uwierzyłyście i nie mogłam wam tego zrobić.
Jutro o 10:00 muszę być w szkole. Jadę z wolontariatem na przekazanie zebranych pieniędzy. Przekazujemy je naszemu szczecińskiemu hospicjum. Może kwota nie jest jakaś oszałamiająca, ale wiadomo, że w takich miejscach każda złotówka się liczy.
Bilans:
-płatki fitness z mlekiem 200 kcal
-mały filet z kurczaka w przyprawach (zgrillowany) + sporo sałatki 350 kcal
-jedna miechunka 10 kcal (znalazłyśmy z mamą nowość w sklepie i po przyjściu do domu chciałam spróbować)
-jabłko 40 kcal
-pół Grześka 70 kcal
-porcja galaretki agrestowej (czy to się liczy jako typowe słodycze?) 70 kcal + mały wafel ryżowy z polędwicą drobiową z warzywami i na to pomidor 30 kcal
Razem: 810 :)
Aaaj, czuję, że dobrze wybrnęłam ze słodyczowego kryzysu.
Hmmm... coś jeszcze chciałam napisać, ale wypadło mi z głowy chociaż myślałam o tym dosłownie minutę temu. Co to oznacza? szykujcie się na edycję tej notki :P
Ćwiczenia ( czuję zakwasy po tych hantlach o.O)
- 20 x rozciąganie ramion ( po 10 na jedno)
- 20 przysiadów
- po 10 x na nogę w pozycji jak do pompek wypychanie jej góra-dół
- po 5 x na nogę przyciąganie stopy do pośladków
- 10 x w siadzie prostym rozciąganie
- 20 x z hantelkami
- po 20 x na nogę leżąc na plecach pulsowanie góra-dół
- po 20 x na nogę leżąc na boku i podpierając się pulsowanie nogą
- 50 brzuszków
- po 10 na nogę rozciąganie
-oddechy
Tak bardzo obrazowo to opisuję, że na pewno wiecie o co chodzi (nutka ironii) :D
Nie napiszę jeszcze pożegnania, bo pewnie mi się coś przypomni.
poniedziałek, 23 czerwca 2014
Ogłoszenie
Coś czuję, że niedługo będziecie miały mnie dosyć. Te moje notki, edytowane setki razy, a teraz jeszcze druga notka w ciągu jednego dnia! Ale co mi tam, jest coś czym chcę się z wami podzielić.
Czuję, że w końcu odzyskałam to, czego tak bardzo potrzebowałam. Dziwne uczucie, ciężkie do opisania, ale wiem, że znowu mam motywację, wkręciłam się w odchudzanie, moje ciało znowu podjęło walkę, a moje myśli nie kręcą się wokół jedzenia. Znowu mam tę siłę i potrafię odmówić jedzeniu. Posiłki nie są dla mnie najważniejszym dobrem czy potrzebą najwyższej rangi. Nie czekam na nie jak na zmiłowanie odliczając każdą minutę. Czuję, że dam sobie radę. Ach, długo mi to zajęło. Odszukanie mojej siły, długa podróż za mną, ale udało mi się ją zawołać na tyle głośno, by to usłyszała. Ba! Usłyszała i posłuchała się mnie, wróciła. Próbuje się jeszcze szarpać, ale nie mogę jej znowu stracić. U góry macie zakładkę z moimi zasadami.
Wiecie co mi pomaga? Tak zaczynałam. Nie liczyłam kalorii i nie obmyślałam posiłków dzień wcześniej, czy z rana, bo to powodowało, że moje myśli ciągle krążyły wokół tego jedzenia, a wiadomo, nie jest łatwo, jedzenie kusi i kiedy nasze myśli ciągle wokół niego krążą, rozmyślamy o tym co zjemy, kiedy zjemy, kiedy w końcu miną te cholerne 3 godziny do następnego posiłku, to łatwiej o napad. Dlatego ostatnio najpierw sobie spokojnie jem. Staram się, żeby w dzień nie zjeść dużo, żeby wieczorem przy podliczaniu nie było rozczarowania i jak dla mnie, to taka metoda zdaje egzamin. Na bieżąco tylko podliczam kalorie tak na oko, żeby nie przesadzić i jest dobrze :)
Taaaak, nawet nie potrafię opisać tego co czuję, co się czuje kiedy wraca do nas siła, ale wiedziałam, że zawsze po deszczu wychodzi słońce. Tak jest u mnie, po zastoju w diecie, nagle ruszam, wraca motywacja. Wcześniej, czy później, nieważne ile to zajmuje, to po prostu wraca, bym mogła walczyć dalej.
Oby wasza siła nigdzie nie uciekała, obyście nie musiały tak za nią gonić jak ja ostatnimi czasy, ale wiedzcie, że jeśli już wam zdąży umknąć, to w końcu wróci, najważniejsze jest, by się nie poddać, poczekać na nią lub jeśli oczekujemy satysfakcjonujących efektów, pognać za nią i złapać.
Wiecie, że to Wy mi pomogłyście? Wasze sukcesy mnie motywują. Cieszę się z wami, gdy idzie wam dobrze. Jest mi przykro, gdy macie gorsze dni. Zupełnie jakbym współodczuwała :o
Dobranoc :*
Czuję, że w końcu odzyskałam to, czego tak bardzo potrzebowałam. Dziwne uczucie, ciężkie do opisania, ale wiem, że znowu mam motywację, wkręciłam się w odchudzanie, moje ciało znowu podjęło walkę, a moje myśli nie kręcą się wokół jedzenia. Znowu mam tę siłę i potrafię odmówić jedzeniu. Posiłki nie są dla mnie najważniejszym dobrem czy potrzebą najwyższej rangi. Nie czekam na nie jak na zmiłowanie odliczając każdą minutę. Czuję, że dam sobie radę. Ach, długo mi to zajęło. Odszukanie mojej siły, długa podróż za mną, ale udało mi się ją zawołać na tyle głośno, by to usłyszała. Ba! Usłyszała i posłuchała się mnie, wróciła. Próbuje się jeszcze szarpać, ale nie mogę jej znowu stracić. U góry macie zakładkę z moimi zasadami.
Wiecie co mi pomaga? Tak zaczynałam. Nie liczyłam kalorii i nie obmyślałam posiłków dzień wcześniej, czy z rana, bo to powodowało, że moje myśli ciągle krążyły wokół tego jedzenia, a wiadomo, nie jest łatwo, jedzenie kusi i kiedy nasze myśli ciągle wokół niego krążą, rozmyślamy o tym co zjemy, kiedy zjemy, kiedy w końcu miną te cholerne 3 godziny do następnego posiłku, to łatwiej o napad. Dlatego ostatnio najpierw sobie spokojnie jem. Staram się, żeby w dzień nie zjeść dużo, żeby wieczorem przy podliczaniu nie było rozczarowania i jak dla mnie, to taka metoda zdaje egzamin. Na bieżąco tylko podliczam kalorie tak na oko, żeby nie przesadzić i jest dobrze :)
Taaaak, nawet nie potrafię opisać tego co czuję, co się czuje kiedy wraca do nas siła, ale wiedziałam, że zawsze po deszczu wychodzi słońce. Tak jest u mnie, po zastoju w diecie, nagle ruszam, wraca motywacja. Wcześniej, czy później, nieważne ile to zajmuje, to po prostu wraca, bym mogła walczyć dalej.
Oby wasza siła nigdzie nie uciekała, obyście nie musiały tak za nią gonić jak ja ostatnimi czasy, ale wiedzcie, że jeśli już wam zdąży umknąć, to w końcu wróci, najważniejsze jest, by się nie poddać, poczekać na nią lub jeśli oczekujemy satysfakcjonujących efektów, pognać za nią i złapać.
Wiecie, że to Wy mi pomogłyście? Wasze sukcesy mnie motywują. Cieszę się z wami, gdy idzie wam dobrze. Jest mi przykro, gdy macie gorsze dni. Zupełnie jakbym współodczuwała :o
Dobranoc :*
Podsumowania / sądzę, że będzie długo + bilans
Już chyba oficjalnie mogę powiedzieć, że kończę ten roczny program u dietetyczki. Jadę jeszcze dzisiaj do niej po skierowanie do szpitala na końcowe badania.
Wiecie co, właśnie przeglądam mój 1. zeszyt, który robił wtedy za mojego bloga. Pierwszy wpis 19.02.2013. To wtedy stanęłam na nogi i tak naprawdę zaczęłam coś robić. W Święta 2012 zawaliłam, a w lutym postanowiłam się nie poddać. Moim celem z tego dnia było 60 kg, czyli blisko mi już do tego. Ile to czasu minęło. Waga z tamtego dnia to : 91,1 kg. Byłam taka zmotywowana i mimo tego, że wiedziałam, że przede mną 30 kg. Wiedziałam, że będzie ciężko, a cel wydawał się taki odległy, czułam się jakbym nigdy nie miała zejść do tych 60 kg. Skoro wtedy nie bałam się tych 30 kg (... a może się bałam? ale strach nie spowodował, że nie wzięłam sprawy w swoje ręce.) i dałam radę, to czemu teraz, tutaj gdzie dotarłam, miałabym sobie nie dać rady z tymi 4 czy 5 kg? Zwykłe marzenie stało się rzeczywistością. Znalazłam w zeszycie mój 1. bilans. Wiecie ile policzyłam sobie za miskę płatków kukurydzianych z odrobiną cukru? 600 kcal... Hah, jak ja wtedy mało wiedziałam o tym. Liczyłam to wszystko na oko, bo albo coś było podane na opakowaniu, albo sama kombinowałam ile to może mieć.
Wtedy dopiero planowałam schudnąć, miałam za sobą pierwsze 4 kg. Jak się schodzi z takiej wagi to pierwsze kilogramy spadają bardzo szybko, ale nie bardzo to widać. Wiecie, że wstydziłam się powiedzieć mamie o tym, że się odchudzam? Ćwiczyłam po kryjomu, nasłuchując przez zamknięte drzwi od pokoju, czy nikt nie idzie. W sumie to mama dowiedziała się o diecie dopiero jakieś pół roku później u dietetyczki. Pamiętam 1. kontrolę u dietetyczki. Od razu 5 cm mniej w pasie, jakież to było dla wszystkich zdziwienie, lekarka mierzyła mnie kilka razy, by się upewnić.
20.02.2013
Moim największym marzeniem było jedzenie bez problemu poniżej 1000 kcal. Tak bardzo zmotywowana.
21.02.2013
Waga zeszła do 90,4 kg. Czekałam tylko na 8 z przodu.
22.02.2013
1. raz odmówiłam pączka. Hahahahah, pewnie się śmiejecie z tego, że "takie ogromne wydarzenie" mam zapisane w pamiętniku. Nie martwcie się, ja też. Pamiętam to jak dziś. Ksiądz, z którym przez rok mieliśmy religię musiał odejść od nas ze szkoły i na pożegnanie przyniósł dla całej klasy KARTON PĄCZKÓW. Oddałam koleżankom moje i powiedziałam, że nie lubię pączków z dżemem. To był mój pierwszy raz kiedy zjadłam mniej niż 1000 kcal.
23.02.2013
Drobne załamanie.
24.02.2013
Zakupy, kupiłam wtedy spodnie w rozmiarze 46. ..... Bardzo chciałam się już mieścić w 44. Ubrania stawały się już odrobinę luźniejsze, ale to 90 kg wtf.
8.07.2013
Wtf wtf wtf co to miało być, taka długa przerwa. Doszłam do wagi 88-89 kg. Byłam po miesiącu chodzenia na fitness. 4-5 x / tyg. Jeszcze nigdy nie czułam takich zakwasów jak po tych zajęciach. Pamiętam jak śmiałam się z koleżanką, że marzę o tym, żeby już na tyle się rozćwiczyć, żeby wychodzić z zajęć bez bólu. Pod koniec miesiąca się udało, wychodziłam z treningu i mało co mnie bolało :)
Dzisiaj chyba nie mogłabym zostawić wszystkiego na tak długo jak zrobiłam to wtedy.
10.07.2013
Ważyłam 87 kg. Tutaj jest ostatni wpis w zeszycie, później przeniosłam się do nowego zeszytu, chyba już nie będę pisać tego tak jak przed chwilą, ale spojrzę jeszcze jak to wyglądało z wagą.
Mój koci przeszkadzacz wkracza do akcji.
Styczeń 2014
Moim noworocznym postanowieniem było zobaczenie 7 w przodu. Udało się !
KONTYNUACJA PÓŹNIEJ
niestety kot mój kochany leży na klawiaturze i nie da się już pisać
Ok, dalszej przeprawy przez pamiętniki nie będzie, może kiedy indziej.
Lekarka oczywiście nie byłaby sobą gdyby mnie jeszcze nie zważyła i nie zmierzyła...
Tak więc w pasie tyle co przy ostatnim mierzeniu 77,5 cm :c
W biodrach -2 cm od ostatniego mierzenia, czyli mam 94 cm. :o
Duże mam wymiary niestety, a babka mi powiedziała, że już niby nie muszę schodzić z wagi.
Dzisiaj sporo łażenia, bo autobusy brzydko mówiąc mnie wkurwiły. Miałam mieć autobus 11:51, 11:48 stoję sobie na przystanku, 12:05 nadal na przystanku, w końcu się zdenerwowałam i poszłam na inny przystanek, który był naprawdę daleko od tego, na którym byłam. Przejście zajęło mi ok. 20 minut. 12:26 idealnie, przyszłam dosłownie minutę przed autobusem, udało się. Jadę moment i co? Wsiada taka jedna dziewczyna z koleżanusiami. Długa historia, ale baaardzo się nie lubimy, ale ona to typowy "gimbus" i szczerze mówiąc patologia. Nawet nie wiedziałam, że taką celebrytką jestem.Zdjęcia mi robiły o.O Mam nadzieję, że dobrze się bawiły śmiejąc się ze mnie i robiąc zdjęcia :) Szkoda, że ta dziewczyna, o której mówię jest grubą, zapryszczoną beczką, życzę jej powodzenia, bo jest tak okropna, że nawet wstydzi się dodać własnego zdjęcia na fb. Przecież nie musi! No tak, ale jak swojego nie dodaje, to niech nie dodaje zdjęć innych ludzi śmiejąc się z nich. Nie mówię tu nawet o sobie, bo mojego by się nie odważyła dodać na fb, ale widziałam jak dodawała zdjęcia innych grubszych koleżanek i się z nich śmiała... dobre sobie! Mogłaby spojrzeć w lustro i się trochę pośmiać. Taak, zepsuły mi humor, ale próbowałam siebie przekonać, że nie są one warte tego, żebym miała zły humor, nie są warte tego, żeby moja samoocena poleciała w dół. Wysiadłam z autobusu, przesiadłam się w tramwaj, a one za mną . .. Dobrze, wysiadłam sobie przy szpitalu, one na szczęście już nie. W gabinecie pani do mnie "ale nie głodzisz się za bardzo? mam nadzieje, że zachowujesz rozsądek" Ależ oczywiście, że się nie głodzę i zachowuję rozsądek :) Pada pytanie o okres, coś tam kręcę. Dostaję skierowanie i papa. 14.08 na dwa dni idę. Szczerze mówiąc rok temu jak zaczynałam to myślałam sobie, że jak zrzucę 10-12 kg to będzie dobrze, ale 23 kg, to mnie nawet cieszy :)
Eh, nadal się czuję jakbym ważyła te 90 kilo. Przypominam sobie różne sytuacje i zastanawiam się jak ohydnie musiałam wtedy wyglądać, jak ludzie mogli się wtedy ze mną zadawać? Mam czasem takie momenty, szczególnie, gdy jestem wśród ludzi, że znowu czuję się taka ogromna, wielka, no potwór. Zmieni się to kiedyś?
Szybko bilans podaję:
-pół serka wiejskiego 101 kcal + 2 x chrupkie z polędwicą drobiową z warzywami 47 ~ ok. 150 kcal
-jabłko 40 kcal
-makaron z warzywami i kurczakiem 350 kcal
-owsianka malinowa fitella 170 kcal
-jedno jajko gotowane + 2 x chrupkie z polędwicą drobiową bla bla i na to pomidor 130 kcal
Ćwiczenia:
-20 x rozciąganie ramion ( po 10 na ramie)
-20 x przyciąganie stopy do pośladków ( po 10 na noge)
-20 przysiadów
-15 skłonów
-30 x na noge, leżąc na boku pulsowanie nogą góra-dół
-20 x leżąc na plecach ćwiczenia z hantelkami ( po 2 kg jeden)
-wymachy nogami będąc na kolanach i w podparciu rękoma po 20 na nogę
-50 brzuszków
-leżąc na plecach pulsowanie nogą góra-dół po 25 x na noge
-rozciąganie nóg po 13 x na nogę ( tak jakoś nieparzyście wyszło xd)
-no i te oddechy, czyli chłodzenie
Jutro jeszcze tylko w szkole obiegówkę podbić w paru miejscach i wakacje ^^
W sumie i tak juz praktycznie nikogo w szkole nie ma, kolezanka byla to powiedziala, ze nauczycielka powiedziala, ze oni juz nie wpisuja nieobecnosci ani nic, bo dzienniki już podliczone i zamknięte... w sumie to ja właśnie z ta kolezanka podliczalam wszystkie godziny w naszym dzienniku, wiec wiem :D
Trzymajcie się
niedziela, 22 czerwca 2014
Lalala + edit
Dzisiaj wyszło słoneczko i nie mówię tutaj tylko o tym słoneczku na niebie. Dzisiaj odstawiliśmy na dworzec mojego brata i jego dziewczynę, właśnie sobie wracają do Warszawy. Przyjechali do Szczecina razem ze mną i dzisiaj musieli wracać. Ich pobyt był w porządku.
Dobra, sedno sprawy. Dzisiaj chcę jeszcze poćwiczyć. Jestem po moim typowym "szlajaniu" się ze znajomymi. Także spacer jako taki zaliczony. Wiadomo, każda, nawet najmniejsza aktywność taka jak spacer jest lepsza niż leżenie z tyłkiem na kanapie. Myślałam o tym, żeby pójść na rower, w sumie nadal to rozważam, ale raczej skończy się na ćwiczeniach w domu.
Bilans:
- płatki fitness z mlekiem i jedna chrupka kromka z cienkim paskiem pasztetu drobiowego 250 kcal
- podgryzanie sałatki i makaron ( z pszenicy durum) z warzywami i kawałkami kurczaka 400 kcal
- owsianka "nesvita" śliwkowa 180 kcal + 3 truskawki wychowane u mnie na balkonie <3 10 kcal
Kalorie starałam się trochę zawyżać, żeby nie jeść więcej niż trzeba.
Razem: 840 kcal
Mmm, ale te truskawki pyszne. Mam na balkonie doniczkę z 3 małymi krzaczkami. Rodzą mi się z tego po 3-4 truskawki, a jak urośnie mi 5. to cud. Ale nawet nie wyobrażacie sobie jak pysznie smakują własne truskawki, które rosną pod twoim okiem, dlatego jak mama mi je przed chwilą przyniosła to zjadłam :) Mam okna od zachodu, więc od godziny 12-13 do końca dnia mam słońce, a to moim owocom służy.
Później jeszcze napiszę co i jak ćwiczyłam.
Ćwiczenia się odbyły, no cóż, nie zebrałam się na rower, ale w domu chwilę ćwiczyłam :)
- 20 x rozciąganie ramion
- 20 x przysiady
- 20 x będąc na kolanach wypychanie nogi w tył ( 20 na noge)
- 15 x skłon
- 20 x leżąc na plecach ćwiczenia z hantelkami ( 2 kg/ szt)
- 15 x siad prosty i zginanie się
- 30 x na nogę pulsowanie góra-dół leżąc na plecach
- 20 x na nogę to co wyżej tylko podpierając się na ramionach w pozycji do pompek
- 20 x rozciąganie nóg
- 10 x ćwiczenie oddechu ( chłodzenie organizmu)
+ dzisiejszy spacer, jest dobrze, czuję się lepiej
Jutro rano ważenie, zobaczymy.
Patrzyłam dzisiaj w internecie możliwości pobierania lekcji śpiewu w Szczecinie, naprawdę chciałabym w wakacje brać udział w takich lekcjach. Mam swoje pieniądze, więc bez problemu. Patrzyłam na ceny, starczyłoby mi spokojnie na miesiąc zajęć 2x/ tyg po 45 minut.
Co mnie tchnęło? Mam poczucie, że marnuję mnóstwo czasu. Laptop, internet, bezproduktywne siedzenie w domu. Naprawdę czuję się z tym źle, nie lubię tak marnować dni, tyle czasu, a ja nawet się nie rozwijam. Jakieś zainteresowania, hobby, cokolwiek? Nie ja ... Niestety, a chciałabym mieć jakieś zajęcia. Coś do roboty. Lubię mieć zajęty czas, lubię, gdy cały dzień mam zajęty, bo wtedy czuję, że dzień był naprawdę udany, jednym słowem, lubię mieć zajęty czas i być zabiegana. Wiem, że inni ludzie oddaliby wiele za chociaż połowę mojego wolnego czasu, chętnie bym im go oddała, bo pewnie oni by w tym czasie się rozwijali i realizowali swoje pasje, a nie to co ja!
Dziewczyno, zacznij coś robić ze sobą.
Dziękuję za uwagę :) Trzymajcie się :*
- 20 x rozciąganie ramion
- 20 x przysiady
- 20 x będąc na kolanach wypychanie nogi w tył ( 20 na noge)
- 15 x skłon
- 20 x leżąc na plecach ćwiczenia z hantelkami ( 2 kg/ szt)
- 15 x siad prosty i zginanie się
- 30 x na nogę pulsowanie góra-dół leżąc na plecach
- 20 x na nogę to co wyżej tylko podpierając się na ramionach w pozycji do pompek
- 20 x rozciąganie nóg
- 10 x ćwiczenie oddechu ( chłodzenie organizmu)
+ dzisiejszy spacer, jest dobrze, czuję się lepiej
Jutro rano ważenie, zobaczymy.
Patrzyłam dzisiaj w internecie możliwości pobierania lekcji śpiewu w Szczecinie, naprawdę chciałabym w wakacje brać udział w takich lekcjach. Mam swoje pieniądze, więc bez problemu. Patrzyłam na ceny, starczyłoby mi spokojnie na miesiąc zajęć 2x/ tyg po 45 minut.
Co mnie tchnęło? Mam poczucie, że marnuję mnóstwo czasu. Laptop, internet, bezproduktywne siedzenie w domu. Naprawdę czuję się z tym źle, nie lubię tak marnować dni, tyle czasu, a ja nawet się nie rozwijam. Jakieś zainteresowania, hobby, cokolwiek? Nie ja ... Niestety, a chciałabym mieć jakieś zajęcia. Coś do roboty. Lubię mieć zajęty czas, lubię, gdy cały dzień mam zajęty, bo wtedy czuję, że dzień był naprawdę udany, jednym słowem, lubię mieć zajęty czas i być zabiegana. Wiem, że inni ludzie oddaliby wiele za chociaż połowę mojego wolnego czasu, chętnie bym im go oddała, bo pewnie oni by w tym czasie się rozwijali i realizowali swoje pasje, a nie to co ja!
Dziewczyno, zacznij coś robić ze sobą.
Dziękuję za uwagę :) Trzymajcie się :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)