No hej :) U mnie ostatnio jest lepiej.
Wczoraj 650/650, czyli do pełna.
Dzisiaj już ćwiczenia i taki oto bilans:
-1,5 kromki ciemnego chleba bez węglowodanów z szynką drobiową + czerwona herbata 216 kcal
-nektarynka 45 kcal
-4 kotlety sojowe i sałatka 180 kcal
- 2 x chrupkie z Almette i filiżanka jogurtu truskawkowego ( robionego w domu bez cukru)
ok. 180 kcal
621/650 kcal.
Wiecie co, może was rozczaruję, ale postanowiłam zwiększać limity i powolutku dochodzić do 1000. Eh... doskonale pamiętam jak marzyłam, żeby zejść niżej niż 1000, a teraz chciałabym znowu dojść do tej granicy. Wszystko dlatego, że chyba coś do mnie dotarło. Nie można całe życie jeść po 500 kcal. Chcę przyspieszyć metabolizm, wzmocnić włosy i paznokcie, chcę żeby zniknęły wory pod oczami i chcę odzyskać energię.Chcę nie mieć napadów i kryzysów. Chcę odzyskać siebie i normalność, radość, chcę, żeby było lepiej. Tylko tyle...
Na dzisiaj był plan, który został pięknie zrealizowany.
Ćwiczenia:
-20 skłonów
-20 przysiadów
- 40 razy rozciąganie nóg
-20 wyciągnięć barków
-350 skoków na skakance
-w takiej pozycji jak do pompek unoszenie i pulsowanie nogą po 20 razy na nogę
-20 podniesień hantli : jednocześnie obiema rękoma
Znowu zaczynam czuć motywację, znowu interesuję się tą fit częścią odchudzania. Będzie dobrze.
Trzymajcie się :*
“I tutaj zacząłem wsłuchiwać się w głos swojego serca, które zaczęło się na nowo otwierać. I teraz wiem, że jedyną władzą, jaką posiadam, jest ta, jaką mam nad sobą.”
czwartek, 29 maja 2014
wtorek, 27 maja 2014
#48
Dzisiaj bilans wyniósł: 0 :)
Był moment kiedy już miałam na talerzu kotleciki z kaszy jaglanej, ale nie zjadłam. Mimo kuszącego zapachu... Kotleta schowałam do woreczka, muszę go wyrzucić, żeby mama nie zauważyła. Piłam dzisiaj dużo czerwonej herbaty, wodę i miętę.
Mój kot od piątku choruje, nie jest dobrze. Dzisiaj przeszedł badania krwi, wstępnie widać, że jego krew nie krzepnie. Jutro dalsza część badań. Mam nadzieję, że nic mu nie będzie. Nie wiem co zrobię jeśli coś złego mu się stanie.
Trzymajcie się :*
Był moment kiedy już miałam na talerzu kotleciki z kaszy jaglanej, ale nie zjadłam. Mimo kuszącego zapachu... Kotleta schowałam do woreczka, muszę go wyrzucić, żeby mama nie zauważyła. Piłam dzisiaj dużo czerwonej herbaty, wodę i miętę.
Mój kot od piątku choruje, nie jest dobrze. Dzisiaj przeszedł badania krwi, wstępnie widać, że jego krew nie krzepnie. Jutro dalsza część badań. Mam nadzieję, że nic mu nie będzie. Nie wiem co zrobię jeśli coś złego mu się stanie.
Trzymajcie się :*
poniedziałek, 26 maja 2014
No ! Don't let me die here...
Dziewczyny, przez ostatnie 3 dni jadłam normalnie, czyli ok 1 500 kcal. Nie wiem co się ze mną stało. Tak jakby to wszystko co było mnie opuściło i pozwoliło jeść. Dzisiaj miał być kolejny nowy początek, ale żołądek mam bardzo zmęczony. Według zaleceń musiałam jeść biały chleb, biszkopty, czyli ogólnie rzeczy bez żadnego błonnika, które nie spowodują rozruchu w żołądku i jelitach. Nie powiem, że nie, bo chyba się cieszyłam, że mam wymówkę, żeby jeść, ale dosyć tego. Czas wrócić z odpoczynku i wrócić tam gdzie być powinnam. Przecież nie chcę się pożegnać z dopiero co spotkanym delikatnie wystającym kręgosłupem, żebrami, obojczykami. Piękne są te moje kosteczki, chcę ich więcej.
Znowu wzięłam Dulcobis, pod wpływem emocji, bo nawpierdalałam się tych biszkoptów... Bez sensu, ale cóż, tak już mam. Od jutra piszę moje bilanse, które będą zachwycać! Mam nadzieję, że żołądek będzie w dość dobrym stanie i pozwoli ćwiczyć. Wracam! Nie poddam się. 3 dni, tyle straciłam i nie mogę stracić ani dnia więcej. Po prawej stronie macie do mnie kontakt, piszcie, pytajcie, jestem otwarta na was, może poznamy swoje historie? :)
Koniec słabości. Żarcie to wróg, nie dam się już skusić. "Opracowałam" nawet swoją dietę. Po rzuceniu okiem na sgd i abc zrobiłam własny 4- tygodniowy plan. Miałam ją dzisiaj zacząć, ale cóż, dieta zaczyna się głodówką, której dzisiaj nie było, a rozpisana jest tak, że powinna zacząć się w poniedziałek.
Nadrabiam pytania, bo się zapuściłam ostatnio jak cholera! Tego się nie chwali.
Ostatni raz jadłam jak trzeba w piątek, a sobota - niedziela - poniedziałek zjebane. Pamiętam o tym i muszę te 3 dni odpracować, dopiero potem wyjdę na 0 i będę miała czysty start.
Dziękuję wam, że nadal ze mną jesteście. Jeszcze chwila, jeszcze momencik i wejdę na wasze blogi. Jak wam poszło?
11. "Dlaczego chcesz schudnąć? "
Ponieważ przez większość życia byłam naprawdę gruba, ale przyszedł taki moment, że powiedziałam sobie dosyć, od tamtej pory dążę do celu, wytrwale. Raz wolniej, a raz szybciej, ale nie zatrzymuję się, bo wiem, że grubasy w życiu łatwo nie mają. Zawsze po deszczu wychodzi słońce, deszczem są moje kryzysy, takie jak ten weekendowy, a słońcem jest moja motywacja i dalsze działania ze zdwojoną siłą.
12. "Jaki rozmiar ubrań nosisz, a do jakiego dążysz?"
W ogóle zaczynałam nosząc 46 ..... żenada. Teraz mam 38 - M, a marzy mi się 36- S lub nawet XS, ale to odległe marzenie.
13. "Jaką dietę stosujesz?"
Na początku po prostu jadłam, a na koniec dnia zliczałam kalorie. To były początki jadłam po 1500 kcal. Potem odwróciło się, najpierw liczyłam potem jadłam, potem już prosto przez SGD x 2. Teraz jest Plan Maj, który zawalam po całości, potem się zobaczy.
14. "Zdjęcia, które Cię inspirują"
Tak, więc. Od momentu kiedy wyschłam z jakichś większych emocji, ze zdolności to zachwycenia i zainspirowania się czymś to żadne mnie nie inspirują. Jedynie mogę powiedzieć, że jakieś mi się podobają i są one w zakładce Thinspiracje.
15."Czego nie możesz sobie odmówić w diecie, z czym najtrudniej Ci walczyć?"
To chyba widać, jak już raz się przełamię i coś zjem to trudno mi znów się ograniczyć, ale nie powiem, że nie, bo jak już powiem sobie naprawdę stop to na długo.
16. Czy jest ktoś kto mnie wspiera w odchudzaniu? Tak, to wy ! Najpierw rodzina i lekarz, a teraz, gdy według nich już wystarczy zostałyście mi wy. Oczywiście mama stoi za mną murem, ale nie wspomaga mnie tak jak wy, bo wy mnie rozumiecie, ona nie do końca...
Trzymajcie się :*
Znowu wzięłam Dulcobis, pod wpływem emocji, bo nawpierdalałam się tych biszkoptów... Bez sensu, ale cóż, tak już mam. Od jutra piszę moje bilanse, które będą zachwycać! Mam nadzieję, że żołądek będzie w dość dobrym stanie i pozwoli ćwiczyć. Wracam! Nie poddam się. 3 dni, tyle straciłam i nie mogę stracić ani dnia więcej. Po prawej stronie macie do mnie kontakt, piszcie, pytajcie, jestem otwarta na was, może poznamy swoje historie? :)
Koniec słabości. Żarcie to wróg, nie dam się już skusić. "Opracowałam" nawet swoją dietę. Po rzuceniu okiem na sgd i abc zrobiłam własny 4- tygodniowy plan. Miałam ją dzisiaj zacząć, ale cóż, dieta zaczyna się głodówką, której dzisiaj nie było, a rozpisana jest tak, że powinna zacząć się w poniedziałek.
Nadrabiam pytania, bo się zapuściłam ostatnio jak cholera! Tego się nie chwali.
Ostatni raz jadłam jak trzeba w piątek, a sobota - niedziela - poniedziałek zjebane. Pamiętam o tym i muszę te 3 dni odpracować, dopiero potem wyjdę na 0 i będę miała czysty start.
Dziękuję wam, że nadal ze mną jesteście. Jeszcze chwila, jeszcze momencik i wejdę na wasze blogi. Jak wam poszło?
11. "Dlaczego chcesz schudnąć? "
Ponieważ przez większość życia byłam naprawdę gruba, ale przyszedł taki moment, że powiedziałam sobie dosyć, od tamtej pory dążę do celu, wytrwale. Raz wolniej, a raz szybciej, ale nie zatrzymuję się, bo wiem, że grubasy w życiu łatwo nie mają. Zawsze po deszczu wychodzi słońce, deszczem są moje kryzysy, takie jak ten weekendowy, a słońcem jest moja motywacja i dalsze działania ze zdwojoną siłą.
12. "Jaki rozmiar ubrań nosisz, a do jakiego dążysz?"
W ogóle zaczynałam nosząc 46 ..... żenada. Teraz mam 38 - M, a marzy mi się 36- S lub nawet XS, ale to odległe marzenie.
13. "Jaką dietę stosujesz?"
Na początku po prostu jadłam, a na koniec dnia zliczałam kalorie. To były początki jadłam po 1500 kcal. Potem odwróciło się, najpierw liczyłam potem jadłam, potem już prosto przez SGD x 2. Teraz jest Plan Maj, który zawalam po całości, potem się zobaczy.
14. "Zdjęcia, które Cię inspirują"
Tak, więc. Od momentu kiedy wyschłam z jakichś większych emocji, ze zdolności to zachwycenia i zainspirowania się czymś to żadne mnie nie inspirują. Jedynie mogę powiedzieć, że jakieś mi się podobają i są one w zakładce Thinspiracje.
15."Czego nie możesz sobie odmówić w diecie, z czym najtrudniej Ci walczyć?"
To chyba widać, jak już raz się przełamię i coś zjem to trudno mi znów się ograniczyć, ale nie powiem, że nie, bo jak już powiem sobie naprawdę stop to na długo.
16. Czy jest ktoś kto mnie wspiera w odchudzaniu? Tak, to wy ! Najpierw rodzina i lekarz, a teraz, gdy według nich już wystarczy zostałyście mi wy. Oczywiście mama stoi za mną murem, ale nie wspomaga mnie tak jak wy, bo wy mnie rozumiecie, ona nie do końca...
Trzymajcie się :*
sobota, 24 maja 2014
Let me die
Post pisany o godzinie 3:49
Jak się spodziewacie poszło dzisiaj źle, ale źle z dietą, bo ogólnie dzień był zajebisty. Prawdziwa radość, szczery śmiech i buzia uśmiechnięta od ucha do ucha. Trafiliśmy też całkiem spontanicznie na casting do agencji reklamowej. Zobaczymy co z tego wyniknie xd Kino, pizza i lody. Ostro było. Jedynym plusem było właśnie szczęście dzisiaj, ale jaką cenę za to płacę. Jeszcze nie przespałam ani minutki. Mój żołądek przyzwyczajony do spożywania max. 700 kcal musiał pomieścić to wszystko! Czuję jakbym umierała, czuję obrzydzenie jedzeniem. Na sam widok chce mi się rzygać. Oczywiście wzięłam też swoje super tableteczki na przeczyszczenie. Ile razy można upadać i podnosić się z powrotem? Wiem, że ten jeden dzień nie przekreśli kilkuset innych udanych, nie przekreśli tego co już osiągnęłam, ale ten upadek będzie "się za mną ciągnął" przez minimum miesiąc... Będę go długo pamiętać. Mam nadzieję, że chociaż wy nie zawalacie. Czy szczęście musi się u mnie przeplatać z jedzeniem? Nie chcę tak! Nie warto dla chwili szczęścia i uśmiechu. Tym razem ta noc jest prawdziwą nauczką. Normalnie ważę ok. 63 kg. Po jedzeniu było ok. 65 kg, a po szaleństwie w toalecie 62,4 kg. Czuję się okropnie. Upadek za upadkiem, nie wiem ile jeszcze razy dam radę się podnieść, bo ledwo co się pozbieram i znów lecę w dół.
Edit.
Potrzebuję czasu, nie poddam się. Nie po tym wszystkim co przeszłam, ale muszę to sobie poukładać, bo tracę kontrolę nad sobą. Na zbyt dużo sobie pozwalam, gdzie jestem ? Gdzie jest tamta dziewczyna, jeszcze sprzed kilku tygodni? Silna, walcząca. Idę jej poszukać, zawołam ją, odnajdę i wrócę tu z nią. Obiecuję, pobiegnę po nią, byleby szybciej wrócić.
Jestem już tak zmęczona. Wszystkim. Chciałabym zacząć od nowa, tak na czysto. Da się tak? "Tabula rasa" to by mi się teraz przydało. Tak bardzo chciałabym zacząć głodówkę, ale boję się, że znowu nie dam rady, zawiodę siebie i was również. Serce mi pęknie jeśli tak się stanie. Wiem, że z pełnym brzuchem ( bleeee) łatwo jest planować głodówkę, ale pragnę tego. Najlepiej jeśli trwałaby dłużej niż 1 dzień. Czuję się jak kiedyś, przepełniony brzuch i zgaga -,- jedyne co różni dzisiejszą mnie od tej sprzed prawie 2 lat to wyrzuty sumienia. Tamta nigdy nie zastanawiała się nad tym co je i nigdy nie żałowała. Nie rozpamiętywała. Na blogu mogę się trochę wyciszyć, ale od jutra gruba świnia zaczyna od nowa, bo nie przeżyje jeśli utyje, a do tego najwidoczniej dąży.
Jak się spodziewacie poszło dzisiaj źle, ale źle z dietą, bo ogólnie dzień był zajebisty. Prawdziwa radość, szczery śmiech i buzia uśmiechnięta od ucha do ucha. Trafiliśmy też całkiem spontanicznie na casting do agencji reklamowej. Zobaczymy co z tego wyniknie xd Kino, pizza i lody. Ostro było. Jedynym plusem było właśnie szczęście dzisiaj, ale jaką cenę za to płacę. Jeszcze nie przespałam ani minutki. Mój żołądek przyzwyczajony do spożywania max. 700 kcal musiał pomieścić to wszystko! Czuję jakbym umierała, czuję obrzydzenie jedzeniem. Na sam widok chce mi się rzygać. Oczywiście wzięłam też swoje super tableteczki na przeczyszczenie. Ile razy można upadać i podnosić się z powrotem? Wiem, że ten jeden dzień nie przekreśli kilkuset innych udanych, nie przekreśli tego co już osiągnęłam, ale ten upadek będzie "się za mną ciągnął" przez minimum miesiąc... Będę go długo pamiętać. Mam nadzieję, że chociaż wy nie zawalacie. Czy szczęście musi się u mnie przeplatać z jedzeniem? Nie chcę tak! Nie warto dla chwili szczęścia i uśmiechu. Tym razem ta noc jest prawdziwą nauczką. Normalnie ważę ok. 63 kg. Po jedzeniu było ok. 65 kg, a po szaleństwie w toalecie 62,4 kg. Czuję się okropnie. Upadek za upadkiem, nie wiem ile jeszcze razy dam radę się podnieść, bo ledwo co się pozbieram i znów lecę w dół.
Edit.
Potrzebuję czasu, nie poddam się. Nie po tym wszystkim co przeszłam, ale muszę to sobie poukładać, bo tracę kontrolę nad sobą. Na zbyt dużo sobie pozwalam, gdzie jestem ? Gdzie jest tamta dziewczyna, jeszcze sprzed kilku tygodni? Silna, walcząca. Idę jej poszukać, zawołam ją, odnajdę i wrócę tu z nią. Obiecuję, pobiegnę po nią, byleby szybciej wrócić.
Jestem już tak zmęczona. Wszystkim. Chciałabym zacząć od nowa, tak na czysto. Da się tak? "Tabula rasa" to by mi się teraz przydało. Tak bardzo chciałabym zacząć głodówkę, ale boję się, że znowu nie dam rady, zawiodę siebie i was również. Serce mi pęknie jeśli tak się stanie. Wiem, że z pełnym brzuchem ( bleeee) łatwo jest planować głodówkę, ale pragnę tego. Najlepiej jeśli trwałaby dłużej niż 1 dzień. Czuję się jak kiedyś, przepełniony brzuch i zgaga -,- jedyne co różni dzisiejszą mnie od tej sprzed prawie 2 lat to wyrzuty sumienia. Tamta nigdy nie zastanawiała się nad tym co je i nigdy nie żałowała. Nie rozpamiętywała. Na blogu mogę się trochę wyciszyć, ale od jutra gruba świnia zaczyna od nowa, bo nie przeżyje jeśli utyje, a do tego najwidoczniej dąży.
#47
Zwycięstwo! Wczoraj się nie dałam. W pociągu kiedy wszyscy jedli czekoladowe rogaliki, czekoladę, ciastka, dużo kanapek, batoniki, chrupki i dużo innych ja siedziałam i jadłam swoją kanapeczkę z razowego chleba. Miałam kontrolę. Później w Poznaniu byłam z koleżankami w centrum handlowym, one jadły, a ja popijałam wodę, bo zjadłam godzinę wcześniej w muzeum drugą kanapkę. Już w drodze powrotnej w pociągu nie dałam się kolejnym chrupkom i Petitkom, chociaż tak ładnie, słodko pachniały. Gdy wysiadłam w Szczecinie lało jak z cebra, grzmiało i błyskało się, a my jechaliśmy do znajomych na grilla. Również nic nie zjadłam. Siedzieliśmy na tym grillu do 1 w nocy. Ostatni raz jadłam po 13. Kręciło mi się w głowie, powieki już same opadały, ale dałam radę.
Bilans:
- płatki z mlekiem 120 kcal
-2 x kanapka razowa 285 kcal
405/650
Na pewno wszystko spaliłam, bo mieliśmy tak napięty grafik i tak mało czasu, że przez cały dzień praktycznie biegliśmy przez Poznań.
A dzisiaj jak na razie duuże śniadanko, bo potrzebuję energii, żeby nie dać się przez resztę dnia. Wieczorem popatrzę co tam u was i odpowiem na zaległe pytania z planu ^^
Trzymajcie się :*
Bilans:
- płatki z mlekiem 120 kcal
-2 x kanapka razowa 285 kcal
405/650
Na pewno wszystko spaliłam, bo mieliśmy tak napięty grafik i tak mało czasu, że przez cały dzień praktycznie biegliśmy przez Poznań.
A dzisiaj jak na razie duuże śniadanko, bo potrzebuję energii, żeby nie dać się przez resztę dnia. Wieczorem popatrzę co tam u was i odpowiem na zaległe pytania z planu ^^
Trzymajcie się :*
czwartek, 22 maja 2014
#46
Dzisiaj na szybko, bo muszę iść spać, jutro o 7 muszę stawić się na przystanku i wyruszamy. Zrobiłam sobie na jutro 2 ciemne kanapki, w Poznaniu pewnie coś innego też zjem, ale dam radę, będę uważać na to co wkładam do ust.
Dzisiaj:
- 3 placki z otrębów + dżem 165 kcal
- jogurt naturalny + płatki 47 kcal
-fasolka szparagowa ok. 70 kcal
-2 x chrupkie z dżemem i plasterkami banana 120 kcal
-1 cukierek ziołowy 11 kcal
Razem: 413 / 650
Duuużo łażenia dzisiaj z przyjaciółmi. Przez kilka godzin spacerowaliśmy.
Idę jeszcze przygotować plan na jutro, żeby nie przekroczyć limitu :) Zastanawiam się jeszcze co jutro ubrać, ale to na rano zostawie, bo mam już wstepnie przygotowane pomysły.
Trzymajcie się :*
Dzisiaj:
- 3 placki z otrębów + dżem 165 kcal
- jogurt naturalny + płatki 47 kcal
-fasolka szparagowa ok. 70 kcal
-2 x chrupkie z dżemem i plasterkami banana 120 kcal
-1 cukierek ziołowy 11 kcal
Razem: 413 / 650
Duuużo łażenia dzisiaj z przyjaciółmi. Przez kilka godzin spacerowaliśmy.
Idę jeszcze przygotować plan na jutro, żeby nie przekroczyć limitu :) Zastanawiam się jeszcze co jutro ubrać, ale to na rano zostawie, bo mam już wstepnie przygotowane pomysły.
Trzymajcie się :*
środa, 21 maja 2014
#45
Ciepełko na dworze, a wręcz upał. Ponoć w moich stronach jest dzisiaj najcieplej :D
Dzisiaj dużo czasu w domu, więc i więcej jedzenia. Nie dziwi mnie to, szczególnie w ostatnich dniach.
Tak bardzo mi się chciało słodkiego, mogłam iść do sklepu po batonika lub po prostu zajrzeć do szafki i zjeść ciasteczka. Co mnie powstrzymywało? Nic, ale nie robiłam tego. Zamiast tego zjadłam dwie kanapki z dżemem i plasterkami banana, może nawet to nie było najlepszym rozwiązaniem, ale tak na dłuższą metę lepszym niż słodycze.
Bilans:
-płatki fitness + 125 ml mleka 100 kcal
-jabłko 36 kcal
-dwie niepełne filiżanki soku z marchwi z dodatkiem jabłka ok. 100 kcal ( świeżo wyciśnięty w domu)
- 2 x chrupkie z dżemem i bananem 120 kcal
- pół miseczki zupy kalafiorowej 60 kcal
-podjadanie dżemu domowej roboty 50 kcal
Razem : 600 / 650
Możliwe, że jeszcze coś podjem, ale nie przekroczę 500.
Edit. A jednak przekroczyłam 500, ale się nie martwię, bo byłam z mamą grać w badmintona(45 minut).
Na kolację dojadłam 4 małe placuszki z otrębów owsianych z odrobiną dżemu :) Mimo, że tyle zjadłam to nie czuję się mega opchana, może to dzięki soczkowi marchwiowemu z dodatkiem jabłka ? Dał kalorie, czyli energię, ale nie zapchał. Hmmm... fajnie :D Ten sok to w sumie samo zdrowie, więc można sobie pozwolić.
Placuszki <--- tutaj macie przepis na te placuszki. Niskokaloryczne!
Dzień 10. planu.
"Co sprawia Ci największą trudność w dążeniu do celu?"
A więc ciągłe niezdecydowanie, czy chcę jeść więcej i zdrowo, ale wolniej dojść do celu, czy wolę zostać tu gdzie jestem. Jedząc po 600 kcal.To sprawia, że raz jem 200-300, a raz jem 1000. To nie jest dla mnie dobre i sprawia, że zdarza się, że moja waga staje w miejscu, mój metabolizm oficjalnie nie żyje. Z jednej strony wiem, że lepiej by było chudnąć wolniej jedząc po 1000 kcal dziennie, ale jak tyle jem to czuję się źle ze sobą i mimo tego, że jedząc czuję, że będzie dobrze to po jedzeniu jest mi bardzo źle. To mnie jako tako demotywuje. Ale zamieszałam no cóż... ale nie potrafię tego wyjaśnić.
Już w piątek wycieczka do Poznania, nie wiem jak sobie poradzę, ale chcę być silna! Muszę dać radę.
Trzymajcie się :*
Dzisiaj dużo czasu w domu, więc i więcej jedzenia. Nie dziwi mnie to, szczególnie w ostatnich dniach.
Tak bardzo mi się chciało słodkiego, mogłam iść do sklepu po batonika lub po prostu zajrzeć do szafki i zjeść ciasteczka. Co mnie powstrzymywało? Nic, ale nie robiłam tego. Zamiast tego zjadłam dwie kanapki z dżemem i plasterkami banana, może nawet to nie było najlepszym rozwiązaniem, ale tak na dłuższą metę lepszym niż słodycze.
Bilans:
-płatki fitness + 125 ml mleka 100 kcal
-jabłko 36 kcal
-dwie niepełne filiżanki soku z marchwi z dodatkiem jabłka ok. 100 kcal ( świeżo wyciśnięty w domu)
- 2 x chrupkie z dżemem i bananem 120 kcal
- pół miseczki zupy kalafiorowej 60 kcal
-podjadanie dżemu domowej roboty 50 kcal
Razem : 600 / 650
Możliwe, że jeszcze coś podjem, ale nie przekroczę 500.
Edit. A jednak przekroczyłam 500, ale się nie martwię, bo byłam z mamą grać w badmintona(45 minut).
Na kolację dojadłam 4 małe placuszki z otrębów owsianych z odrobiną dżemu :) Mimo, że tyle zjadłam to nie czuję się mega opchana, może to dzięki soczkowi marchwiowemu z dodatkiem jabłka ? Dał kalorie, czyli energię, ale nie zapchał. Hmmm... fajnie :D Ten sok to w sumie samo zdrowie, więc można sobie pozwolić.
Placuszki <--- tutaj macie przepis na te placuszki. Niskokaloryczne!
Dzień 10. planu.
"Co sprawia Ci największą trudność w dążeniu do celu?"
A więc ciągłe niezdecydowanie, czy chcę jeść więcej i zdrowo, ale wolniej dojść do celu, czy wolę zostać tu gdzie jestem. Jedząc po 600 kcal.To sprawia, że raz jem 200-300, a raz jem 1000. To nie jest dla mnie dobre i sprawia, że zdarza się, że moja waga staje w miejscu, mój metabolizm oficjalnie nie żyje. Z jednej strony wiem, że lepiej by było chudnąć wolniej jedząc po 1000 kcal dziennie, ale jak tyle jem to czuję się źle ze sobą i mimo tego, że jedząc czuję, że będzie dobrze to po jedzeniu jest mi bardzo źle. To mnie jako tako demotywuje. Ale zamieszałam no cóż... ale nie potrafię tego wyjaśnić.
Już w piątek wycieczka do Poznania, nie wiem jak sobie poradzę, ale chcę być silna! Muszę dać radę.
Trzymajcie się :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)