poniedziałek, 9 czerwca 2014

Start z HSGD

Taak, od dzisiaj jestem sobie na HSGD :) Na luzie. Dzisiejszy dzień jak najbardziej udany i gorrrący :D Kupiłam sobie dzisiaj 2 luźne bawełniane spódniczki, jakoś polubiłam chodzenie w sukienkach i spódniczkach mimo tego, że moje nogi to żadna rewelacja niestety.
Byłam dzisiaj z mamą na naszych rowerowych zakupach. Jeździłyśmy najpierw od sklepu do sklepu w poszukiwaniach stroju kąpielowego ( koniecznie jednoczęściowego!) Nie wyobrażam sobie kupić bikini, a u mnie, w tym miasteczku albo bikini, albo nic. Wybieram nic. Nie mam już czasu, żeby pojechać do Szczecina, więc poczekam te 3 dni i z braku laku poszukam czegoś w Warszawie. Jadę na OWF, mam bilety na 14.06, więc mam tylko jeden dzień zajęty, przez resztę czasu popatrzę po sklepach, pospaceruję ( pewnie babcia będzie mnie gdzieś ciągle wyciągać, ale w sumie to dobrze). Taak, wracając do tematu. Stroju nie mam, mam za to krótkie sportowe spodenki, koszulę dżinsową bez rękawów i dwie bawełniane spódniczki. Dobrze jest.

Wracam do pisania bilansów, jeśli kogoś przeraża jedzenie tylu kalorii ile zaleca się w HSGD, to niech się nie męczy i tego nie czyta.

Dzień pierwszy

- ś : płatki fitness + mleko ( nie patrzyłam czego ile dodaję, więc wyższe kalorie zapisuję) 200 kcal
- II. ś : 3 małe wafle ryżowe z almette śmietankowym i kiełkami lucerny 147 kcal
- o : mały filet z kurczaka grillowany w przyprawach + fasolka szparagowa 200 kcal
- pw: filiżanka domowej roboty jogurtu truskawka- banan + dwa wafle ryżowe z almette i kiełkami 200 kcal
- k: grzanka (bez żadnego masła) z mozzarellą i kiełkami + 1 suchy wafel ryżowy 139 ~ 140 kcal

Razem: 887 / 900

Jutro rano planuję biegać. Przez weekend miałam przerwę od wszystkiego. "Festiwal" trwał w najlepsze i ja również dobrze się bawiłam, dziękuję za uwagę.
Trzymajcie się :*

czwartek, 5 czerwca 2014

Biegiem biegiem!

Dałam dzisiaj, poszłam biegać i już dzisiaj czuję się lepiej. Wiecie co mnie cieszy? Przyjaciółka, z którą biegłam jeszcze w styczniu była dla mnie nie do pokonania. Nie dawałam rady biec tyle co ona i tak szybko jak ona, a dzisiaj? Ona już w połowie drogi mówiła, że nie da rady, a po 2/3 drogi poddała się. Ja oczywiście pobiegłam dalej, tyle ile było zaplanowane. A. czyli moja przyjaciółka miała do wyboru dwie trasy. Dłuższą po samej prostej ścieżce i krótszą, ale w połowie idącą przez las. Wybrała krótszą, no cóż :) Delikatnie poprawiłam swój czas, nawet z nią ciągnącą się obok mnie.
Wczoraj trochę spanikowałam, wydawało mi się, że utyłam, ale dzisiaj rano przed biegiem ważyłam 63,1 kg. Na wagę stanęłam w lekkiej koszuli nocnej i bieliźnie. Także cóż, rewelacji nie ma, dupy nie urywa, ale najważniejsze, że waga nie poszybowała w górę. Wymiary również nadal takie same. Uff... więcej szczęścia jak rozumu mam.
Dzisiaj dzień bez słodyczy, dam radę!
Nawet nie wiecie jakie dzisiaj mam utrudnienia w pisaniu tego postu :D Mój kot ma dzisiaj jakąś nadmierną potrzebę przytulania się do mnie. Rano jak się ubierałam i rozgrzewałam przed biegiem też nie dawał mi spokoju, później jak wróciłam to siedział na wannie i rozdawał setki buziaczków. Kocham mojego kota :) Na szczęście już wyzdrowiał i wszystko z nim dobrze.
Czeka mnie wielki sprawdzian, przy Szczecinie jest dzisiaj impreza. Powiedzmy xd Przez dwa dni będą jakieś koncerty i w ogóle. Dzisiaj idę ze znajomymi na występ Dawida Kwiatkowskiego... Totalnie nie moja muzyka, ale A. jest jego fanką. ( przerwa dla kota, ktory lezy na klawiaturze...) No i tak, sedno sprawy,  mnóstwo budek z jedzeniem i słodyczami. Iiii moje ukochane stoisko z .... kukurydzą : O Myślicie, że mogę sobie zjeść kolbę?
Ok, trzymajcie się, bo naprawdę ciężko mi się pisze z tym kotem na laptopie.

No niedobrze

Dziewczyny, nie jest dobrze. Nie byłam biegać, bo nie byłam wstanie podnieść się o 6 rano. Pół nocy nie przespałam, bo jednak dopiero wczoraj przyszedł dziadek z ciotką ( nie moją babcią, bo to jego 2. żona). Zawsze kończy się tak samo, towarzystwo się rozkręca i mimo, że siedzą obok siebie, to wrzeszczą jeden do drugiego jak nie wiem co. Skończyło się tak, że dziadek z ciotką poszli spać w pokoju mamy i ona przyszła spać do mnie. Nienawidzę z kimś spać... Dodatkowo kot łaził po mnie, mama coś tam jeszcze gadała, bo nie chciało jej się spać, dziadek łaził jeszcze po domu, a kot za nim i syczał. Tylko pozazdrościć mi takiej nocki.
Dobra, to jedno co zjebałam.
Ostatnio nie mogę się pohamować i ciągle jem, jestem załamana. Bardzo chętnie wróciłabym na sgd...Nie wiem co mam robić, z jednej strony chciałabym móc jeść normalnie, czyli tak jak teraz, ale też chcę dawnej kontroli, bo teraz jak nie mam restrykcyjnych limitów to nie potrafię się powstrzymywać. Wrócić na SGD? A może wziąć się za HSGD? O kurczę, to chyba byłby niezły pomysł. Od jutra! Wiem, że ''od jutra'' jest bardzo mało wiarygodne, ale każda z nas kiedyś zaczynała mówiąc : od jutra. Mijał 1. dzień, 2. dzień i nim się ktokolwiek obejrzał kilogramy poleciały na łeb na szyję. Pamiętam grudzień. Na Święta do babci pojechałam sobie na luzie, dokładnie 26. 12 powiedziałam sobie "ostatni raz sobie pozwalam", i tak rzeczywiście było. Nie czekałam do 1.01, żeby zacząć. 31.01, mój 1. wpis do zeszytu, gdzie zaczynałam SGD. Znowu muszę zacząć. Po prawej stronie dosłownie za moment pojawi się czerwcowy kalendarzyk "czerwiec bez słodyczy". 13.06 nie będzie się liczył, wiecie, urodziny, babcia, tort.
Właśnie, 12.06 wyjeżdżam do Warszawy na kilka dni, więc dostęp do bloga będzie ograniczony jak sądzę, chociaż...
Od jutra liczę dni bez słodyczy mimo tego, że w lodówce czeka sernik, a w sobotę jestem umówiona z przyjaciółką i kolegą na jedzenie. Spotykamy się co weekend u kogoś innego i gospodarz szykuje nam kolację, nie zjem dużo i nie ruszę słodyczy. Za to w poniedziałek startuje HSGD ? Uważacie, że to dobry pomysł? Bo ja już sama nie wiem :c
Rano jestem umówiona na poranne bieganie, tym razem przyłącza się inna przyjaciółka. 6:45 wyjście z domu. W domu już spokój, więc wstanę. Muszę dać radę, a weekend pozwolę sobie iść biegać później. Może wstanę sobie o 7:30 lub o 8 i na luzie sobie pobiegnę.
Kurczę, co się stało z moją dawną siłą woli i kontrolą. Odzyskam ją.

Trzymajcie się, bo ja osobiście się rozpadam :)

wtorek, 3 czerwca 2014

Biegniemy po marzenia !

Tak, tak, tak! Dałam radę, znowu wstałam o 6 i przed 7 wyszłam z domu. W ostatniej chwili nastała zmiana trasy. Jeździłam już po niej rowerem, spacerowałam po niej, jechałam obok samochodem, ale jeszcze nigdy nie biegłam, co za wstyd. Trasa odrobinę krótsza niż zwykle, ale ponad połowa prowadziła przez las, a wiadomo, że przez las ciężej niż po prostej ścieżce. Nie wiem jak to się stało, jakiś przypływ energii, bo dałam radę biec szybciej niż zwykle, cieszy mnie to ^^
A wiecie jaki piękny zapach w lesie? mmmm
Na śniadanko owsianka zrobiona z 5 łyżek płatków owsianych rozmoczonych w wodzie i 100 ml mleka z 2 łyżkami odżywki białkowej. Nie byłabym sobą gdybym nie policzyła kalorii takiego eksperymentu (279), całkiem niezły wynik jak na coś tak pysznego :)

Może zrobię sobie czerwonej herbaty?
Zaczynam lubić te po - biegowe poranki. Siedzę sobie, wykąpana, z umytymi włoskami, jem śniadanko i czuję ogólny luzik, bo zanim będę musiała wyjść minie jeszcze pół godziny :D

Udanego dnia wam życzę, trzymajcie się :*

Edit.
 1 Dzisiejszy wf, zawodowo zepsuł mi humor. Testy sprawnościowe... o ile bieg był jeszcze całkiem okej, to skok w dal i rzut piłką lekarską w tył wypadły co najwyżej słabo. Uświadomiło mi to jaka jestem słaba, że  te miesiące ćwiczeń może i dały mi lepszą kondycję i wytrzymałość, ale za to zero siły. Brak słów.
W ogóle na wfie znowu byłam zestresowana jak nie wiem. Ciągle mi się wydaje, że tylko na mnie patrzą i się śmieją, że tego nie umiem, że z tym nie daję rady itp. itd. Przez to nie wierzę w siebie i idzie mi jeszcze gorzej!
2. Słodycze, to ostatnio mój problem. Muszę sobie wybrać godziny, w których jem, i których się trzymam, bo ze mną to jest tak, że godzinę wcześniej czegoś nie zjem, bo sobie myślę " o boże, te kalorie", a godzinę później już w ogóle o niczym nie myślę, jem sobie spokojnie i mówię sobie, że przecież rano byłam i jutro też będę ćwiczyć. Ach, jak ja kocham te sprzeczności.

3. Tylko czekam na ten moment, kiedy przestanę przejmować się kaloriami, kiedy uspokoi się moja wewnętrzna burza. Raz nie jem nic, a raz jem wszystko. No przecież tak nie można. Poza tym chcę jeść normalnie, nie przejmować się kaloriami, nie liczyć ich z taką obsesją, nie zastanawiać się podczas jedzenie nad każdym kęsem. Chcę móc pójść normalnie z przyjaciółką do sklepu, kupić coś słodkiego i zjeść bez późniejszych wyrzutów sumienia. Chcę pozbyć się wrażenia, że nie zasługuję na jedzenie. Nie chcę już tego uczucia, że każdy patrzy na mnie jak jem i myśli o tym, że nie powinnam jeść. Bo tak mam. Wydaje mi się, że ludzie patrzą na mnie i myślą: "przecież ona nie powinna, gruba jest".  To ludziom się tak wydaje, że jak ktoś ma jakieś zaburzenia dot. odżywiania to musi być nieziemsko chudy, cóż, tak nie jest... Naprawdę teraz może i cieszę się, że w stosunkowo niedługim czasie dużo schudłam, ale też widzę, że nie było dobrym wyborem wchodzenie w świat pro-any. Ciekawe jakby to było, gdybym wtedy nie zaczęła liczyć kalorii, odmawiać sobie jedzenia hmmm... Dlaczego mam tak, że wstydzę się pisać o tym co zjadłam? Ale tylko tutaj, bo jak mam pisać w zeszycie to nie ma tragedii. Chyba dlatego, że tutaj czytacie to wy. Żywe, myślące, zdolne do oceny istoty. Boję się, że nie ocenicie mnie dobrze... Ale w sumie, dlaczego mnie to tak niepokoi ? Przecież to moja sprawa co jem, nie powinnam bać się czytać komentarzy. Jednakże chyba zdecyduję się zaprzestać pisania bilansów. Będę pisać jakieś pojedyncze ''potrawy?''. Owsianka, czy jakieś racuszki to chyba nie są potrawy. Tak czy inaczej, bilanse wracają do zeszytu. Jeśli komuś to będzie przeszkadzało i straci zainteresowanie blogiem no to przykro mi, ale tak mi będzie lepiej.

4. Ach, właśnie, bieganie! Fajnie by było jakbym dała radę biegać rankami dłużej niż przez kilka dni... Obym nie straciła chęci. Tak ogólnie biegać zaczęłam w lutym. Bieganie pomogło mi wyjść z niestety postępującego dołka. Leciałam w dół i to ostro, "dołek" to mało powiedziane. Było mi źle, naprawdę źle. Zaczęłam biegać z przyjaciółką. Wychodziłyśmy po 18-19, żeby nikt nas nie widział. Pamiętam, było bardzo zimno. A ja uzbrojona w rękawiczki i ciepłą bluzę szłam biegać. Najpierw na takim małym boisku dawałam radę robić marszobiegi, 1 kółko szłam, a 1 biegłam. Później 1 kółko szłam, a 2 biegłam. 1 kółko szłam, a 3 biegłam. W końcu doszłam do momentu 10 kółek biegu. Przeniosłam się na większe boisko, taki niby stadionik. Ta sama procedura, tylko kółka większe. Doszłam do tego, że i tam biegałam bez przerwy po 10-12 okrążeń. Dalej mam przed oczami błyszczący się od szronu tor. W końcu się uwolniłam, pamiętam dzień, w którym zmieniłam czarny lakier do paznokci na różowy. Jakie to niby ma znaczenie? Dla mnie miało duże, naprawdę. Radość, którą wtedy czułam... chciałabym znowu ją poczuć. Nie bez powodu mówią, że bieganie może zmienić życie. Ja zawsze myślałam, że bieganie nie jest dla mnie. Jak można czuć radość z tego, że się biegnie już prawie bez tchu, do upadłego? A no okazało się, że można.

5. Jednym słowem tylko powiem, że dzisiaj podjadłam słodkości za wsze czasy. Jutro do odpracowania i staram się zapanować nad słodyczami. Ciężko jest po tak długim czasie odmawiania sobie tych słodyczy i dostaniu dopiero pozwolenia od samej siebie zapanować nad łakomstwem. Oj, nie jest łatwo. Ale dam radę, bo nikt za mnie tego nie zrobi.

6. Nie mam pojęcia, czy na moim blogu pojawiają się jakieś  nowe dziewczyny, które są zupełnie nowe i dopiero w to wchodzą, ale jeśli tak to naprawdę, uwierzcie mi, że to ciężka droga, z której jeszcze ciężej zejść. Wiem, że nie posłuchacie się, bo kiedyś również byłam tam gdzie wy teraz i czytałam ostrzeżenia innych dziewczyn, ale myślałam, że mnie to nie dotyczy, że schudnę i dam sobie spokój. Spokoju nie ma.

7. Ostatnio chyba jestem w stanie pogodzić się z tym ile ważę i pomimo tego, że mówiłam i planowałam chudnąć dalej to nie czuję już strachu przed zostaniem przy tej wadze, którą osiągnęłam. Niestety nie jestem jeszcze w 100% zadowolona z mojego ciała i pewnie nigdy nie będę, ale z czasem mogę je wypracować i starać się je zaakceptować. Chciałabym jeszcze zejść do 60, ale powolutku, bo moja aktualna waga mi nie przeszkadza.

Trzymajcie za mnie kciuki, żebym opanowała słodycze, żebym dała radę biegać rankami, żebym dała radę osiągnąć to o czym pisałam wyżej. Proszę.
Oczywiście wam również życzę dużo siły, wytrwałości, sukcesów i najważniejsze: szczęścia.

Dam znać rano jak poszło :) Trzymajcie się

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Dobry początek dnia + edit

Pobudka o 6, a już 6:45 wyjście z domu. Pogoda? Taka niezbyt zachęcająca, ale cóż, wyszłam pobiegłam. I się zdziwiłam, bo był to jeden z piękniejszych biegów jakie miałam. Pierwszy raz biegłam w deszczu. Na dworze lekki chłodek i wiosenno-letni deszczyk . Deszczyk? Przez chwilę, to była ulewa! Ścieżka jest blisko ulicy i jestem przyzwyczajona, że ludzie z samochodów dziwnie patrzą na tych ludzi, którzy ćwiczą, ale ich miny, kiedy widzą osobę biegnącą przed 7, w deszczu, z uśmiechem na twarzy... to było nawet zabawne :D
Na śniadanko owsianka na wodzie : jabłko-cynamon ( niestety instant) + czerwona herbatka. Hmmm... jeszcze muszę wziąć coś do szkoły, może pudding sojowy ( ok. 106 kcal/ 115 g, jeśli któraś z was chciałaby spróbować) i do tego jakiś owoc?
Odezwę się później, udanego dnia wam życzę!

Edit.
No trochę dzisiaj zjadłam, ale staram się z tym pogodzić, w końcu próbuję wydobrzeć. Staram się zrozumieć, że nic ciekawego mnie nie czeka jeśli będę osłabiona, ciągle zmęczona, apatyczna i obojętna, bo trzeba mieć siłę i radość, żeby korzystać z życia i robić interesujące rzeczy!
Zjadłam:

- owsianka instant jabłko-cynamon
-pudding sojowy o smaku waniliowym
-mały banan
-kawałek tarty warzywnej
-dwie grzanki, jedna z dżemem wiśniowym robionym przez moją mamę, a drugi z masłem orzechowym
-kawałek tarty z owocami
 do picia:
czerwona herbata, woda, odżywka białkowa czekoladowa

Ostatnio w ogóle nie mam ochoty na mięso hmmm...
Odżywka? A tak, kupiłam ją, ponieważ jest polecana dla osób, które uprawiają sport, nawet taki rekreacyjny, czyli dla mnie :) Może wyrobię sobie jakieś muły ? :D Hahah, nie no, nie chcę efektu atlety, ale przydałoby się rozwinąć mięśnie, bo jak wiadomo, mięśnie to żywa maszyna do spalania tłuszczu, a przecież o to chodzi.

+Dodatkowe 30 minut ćwiczeń - hantelki, przysiady, skłony, rozciąganie, ćwiczenia na brzuch i nogi.

Jutro rano znowu postaram się pójść biegać i jestem pewna, że na staraniach się nie skończy. Pójdę, pobiegnę i będę zadowolona z siebie :) Teraz tylko szukam jakiejś muzyki do biegania, bo ile można słuchać tego samego?

Tarta warzywna

Hej ^^
Dzisiaj po raz pierwszy w życiu jadłam tartę warzywną, mmm :) Skorzystałam z fixu z Delecty. Dlaczego fix, a nie samemu? 1. Mało czasu, bo zbyt późno wyszłyśmy z mamą na zakupy, 2. Chciałam zobaczyć jak to w ogóle smakuje, 3. Nie chciało mi się tego robić samej, 4. W internecie dosłownie setki przepisów, na żaden nie mogłam się zdecydować, więc wzięłam taki w sumie uniwersalny fix. Tarta wyszła naprawdę smaczna, jednak zamiast zwykłego żółtego sera, wzięłam mozzarellę, w dodatku użyłam tego sera mniej niż zalecano.
Dzisiaj cały dzień boli mnie głowa, w sumie już od wczoraj. Siedziałam wczoraj na działce i tak zaczęło mnie boleć, że nie do zniesienia. W domu położyłam się na 40 minut, myślałam, że to coś da, ale pomyliłam się. Dzisiaj rano wstaję i tak: " kurwa, dalej mnie boli", ach ten mój kulturalny język. W planach miałam bieg, już nawet przebierałam się w dresy, ale niestety głowa dała o sobie znać, wzięłam tabletkę, ale na nic to się zdało. No nic to. Jutro planuję iść biegać przed szkołą. Do szkoły idę na 8:55, więc jeśli wyjdę z domu przed 7 to spokojnie zdążę. Przygotuję wszystko do szkoły wieczorem, żeby jutro po bieganiu mieć czas na spokojny prysznic, bo przecież po bieganiu nie pójdę taka spocona do szkoły. Mam nadzieję, że dam radę jutro rano wstać! Muszę. Słuchawki na uszy i do boju.
Jutro przychodzi dziadek, robimy z mamą tartę, ale tym razem owocową. Jeśli jutro nie dam plamy i pójdę rano biegać to zjem kawałek. W końcu z dziadkiem widuję się raz na kilka miesięcy, bo on mieszka w Niemczech i to nie na granicy, więc mam do niego jakieś 600-700 km. Na szczęście niedługo to się zmieni, bo wraca do Polski i będzie mieszkał na tej samej ulicy co my, tylko w innym bloku.
Właśnie, co do bloków. Dzisiaj zakładali u nas nowe domofony. W domu syf nie z tej ziemi. Kto to sprzątał? Ja, oczywiście na ochotnika, bo skoro nie poszłam biegać to odkurzyłam mieszkanie, umyłam podłogi, wyczyściłam drzwi, odkurzyłam i umyłam podłogę na klatce przed moimi drzwiami, wyczyściłam wannę i zlew. Niby nic, ale jednak zawsze to ruch, a przy takim zasyfieniu po wierceniu dziur w ścianach był to niezły ruch.

Ok, co zjadłam
- 3 racuchy owsiane ( 2 z masłem orzechowym, 1 z odrobiną cukru pudru)/ na talerz wzięłam 4, ale jeden poszedł do śmieci, bo już pełna byłam
-2 grzanki, 1 z dżemem, a druga z masłem orzechowym i 4 plasterkami banana
- 2 x wafel ryżowy z almette i kiełkami brokuła + cienki pasek arbuza
- kawałek tarty warzywnej

Jest dobrze :) Chociaż... waga mi padła :c a raczej baterie w wadze, więc muszę ruszyć moje szanowne 4 litery do sklepu i kupić baterie. Jak nie zapomnę to jutro to zrobię.

niedziela, 1 czerwca 2014

# Helo June! Welcome back

Znowu czerwiec, tchnął we mnie dziś życie i nową energię. Urodziny już za 13 dni. W zeszłym roku niedobrze się to wszystko potoczyło, czerwiec nie był łaskawy, ale wierzę, że każdego roku, miesiąca, tygodnia, dnia, godziny, minuty, sekundy, dostajemy nową szansę, czystą kartę. Nigdy nie jest za późno, żeby się podnieść, wiesz? Nawet jeśli cały dzień poszedł nie po twojej myśli, pomiń to, że jest wieczór, bo co się stało to się nie odstanie, walcz. Za dużo zjadłaś? Nie jedz więcej myśląc "i tak już zawaliłam, co mi szkodzi" tylko weź skakankę do ręki, włącz muzykę i skacz. Nie? Polecam również nałożyć buty biegowe, zwykłe ''adidasy'', trampki, no cokolwiek ! I idź się przebiegnij, może być ciężko, ale gwarantuję, że nie pożałujesz.
Ja postanowiłam, że chcę wyzdrowieć. To znaczy, nie wiem, czy jestem chora, nie chcę sobie stawiać żadnych autodiagnoz, ale to co robiłam przez ostatnie 7 miesięcy nie było normalne ani zdrowe. Przeglądałam ostatnio moje stare zeszyty, niby zwykłe zeszyty, ale tak naprawdę w nich kryje się wszystko. Moje tajemnice, myśli, czyli w tych zeszytach jestem zapisana ja sama? Chyba tak. Nie poznaję tamtej osoby, tyle siły i motywacji, chociaż w sumie... Nie dziwię się, wtedy jeszcze miałam siłę i dopiero w to wszystko wchodziłam, świadomie wszystko robiłam. To nie był jeszcze moment, w którym liczenie kalorii mną zawładnęło. Potrafiłam zjeść kawałek ciasta, bez wyrzutów sumienia i wiecie co? Jak się okazuje, od jednego kawałka ciasta jeszcze nikt nie utył, szczególnie jeśli przez następny tydzień systematycznie biega. Chcę normalnie móc jeść, oczywiście nie chodzi mi o powrót do czasów sprzed odchudzania, kiedy czekolada była codziennością. Jednak miło by było jeść i nie mieć wyrzutów sumienia, nie rozpamiętywać każdej rzeczy jaką się danego dnia zjadło, myślenie o tym co by tu zrobić, żeby zjeść mniej kalorii, podczas, gdy inni ludzie jedzą i idą dalej. Chciałabym, by moja psychika wyzdrowiała, dusza, jeśli istnieje, też potrzebuje spokoju i zdrowia.
Nie wiem, czy mi się to wszystko uda, bo jakiś czas temu próbowałam skończyć z liczeniem kalorii i w ogóle z tym wszystkim. Z walką miedzy jedzeniem, a niejedzeniem. Nie wytrzymałam nawet 2 tygodni.
Będę pisać co i ile zjadłam, ale nie będę liczyć kalorii. Chociaż ciężko mi tego nie robić, bo kalorie bardzo wielu rzeczy znam już na pamięć i automatycznie zliczam je w głowie. Skoro samo się liczy to będę się starała dochodzić do mojego BMR (basical metabolic rate), czyli do mojego podstawowego zapotrzebowania kalorycznego, które wynosi na tę chwilę 1479 kcal.
Dziękuję za uwagę.
Chciałabym dodać, że oczywiście was nadal wspieram. Tak wybrałyście, tego się trzymacie. Wiecie, mnie nadal przeraża ile potrafię zjeść... Kalorie, które jem na I. i II. śniadanie są takie jak czasem przez cały dzień nie były. Mój umysł aż huczy, ale musi się z tym pogodzić, bo zmęczone ciało i ogólnie organizm potrzebują tego, ja tego potrzebuję.
Tak wam wyżej pisałam o tym bieganiu, ale zapomniałam napisać tego, o czym chciałam wspomnieć na samym początku. Czerwiec zaczęłam porannym biegiem z przyjaciółką ( 5 km) i owsianką z jogurtem, bananem, masłem orzechowym. Chyba jeszcze nie jestem na to gotowa i muszę robić te owsianki mniejsze, ale nie zmienia to faktu, że była pyszna i zdrowa.

Trzymajcie się :*